Ojciec Roberta lekko się uśmiechał, komentując wyścig o Grand Prix USA dla Polsatu. Miał powody do zadowolenia. Jego syn jest zdrowy, nic mu nie dolega i testy medyczne, które przejdzie w przyszłym tygodniu we Francji, będą formalnością.

"Wyniki testów, jakie Robert przechodził w Indianapolis, były ciut lepsze od tych, które musiał przejść przed rozpoczęciem sezonu. Liczyłem, że syn pojedzie w Grand Prix USA. Wydawało mi się, że jego szanse wzrosły po konferencji prasowej przed wyścigiem, ale decyzja o niedopuszczeniu go do startu była chyba podjęta wcześniej" - twierdzi w rozmowie z "Faktem" Artur Kubica.

Lekarze badający Polaka nie mogli się nadziwić doskonałym rezultatom testów. Byli pewni, że ich wyniki zdyskwalifikują Kubicę. Dlatego mieli niezły orzech do zgryzienia, gdy się okazało, że Robert jest zdrów jak ryba. Podejmując decyzję o niedopuszczeniu naszego kierowcy do wyścigu wykazali się wyjątkowym strachem. Zachowali się wręcz nie fair wobec Polaka."Nie wiem, czy to była dobra decyzja. Robert twierdzi, że nie" - dodaje Artur Kubica.

Na pewno absencji Polaka w Grand Prix USA żałują szefowie BMW Sauber. Tylko jeden punkt zdobyty przez ten zespół w Indianapolis to najgorszy wynik w tym sezonie. Nick Heidfeld nie ukończył wyścigu z powodu awarii bolidu, a Sebastian Vettel zastępujący Kubicę był ósmy, ale już na pierwszym zakręcie spadł o cztery pozycje, bo za późno hamował.

"W rękach Kubicy bolid BMW prowadzony przez Vettela spisywałby się lepiej" - informuje najważniejsza strona internetowa opisująca wyścigi, Formula1.com. "Vettel jechał zachowawczo" - nie krył ojciec naszego kierowcy.

Miał rację. Ale nawet gdyby młody Niemiec spisał się rewelacyjnie, to i tak nie zastąpiłby Roberta, który ma w kontrakcie zapis o udziale w wyścigach (Vettel to tylko kierowca testowy). Kubica już nie może się doczekać startu na torze Magny Cours we Francji. To jeden z ulubionych torów Roberta. Kręty i techniczny. Polak jest podrażniony po niesprawiedliwej decyzji lekarzy. Chce wszystkim pokazać, że jest w doskonałej formie - pisze "Fakt".

Mario Theissen bardzo na niego liczy. Szef BMW widzi, jak nasz kierowca jest zaangażowany w pracę całego zespołu, jak bardzo mobilizuje wszystkich w niemieckim teamie do dodatkowych zajęć. Gdy inni już marzą o odpoczynku, on jeszcze analizuje ustawienia bolidu. "Robert może być spokojny o przyszłość w BMW" - mówi Theissen. I z niecierpliwością czeka na najbliższy wyścig. 1 lipca w Grand Prix Francji Kubica z pewnością nie przyniesie mu wstydu.