Nie jest pan zadowolony z piątego miejsca?
Jest takie sobie, biorąc pod uwagę możliwości mojego bolidu. Niestety, problemy z kwalifikacji kosztowały. Startowałem ze słabej pozycji. Sam wyścig był dobry, rytm jazdy też. Ciężko było tylko na pierwszych 10 okrążeniach, bo miałem używane opony. Właśnie przez te problemy wszystkie nowe opony założyłem już w sobotę. Ale później było już gites.

Co było nie tak w kwalifikacjach? Ledwo pan awansował do trzeciej rundy.
Całą sobotę mieliśmy problemy z bolidem, a przede wszystkim ze zmianą biegów. Przez to samochód nie był tak szybki, jak powinien.

Wszyscy kierowcy narzekali tu na opony.
Były bardzo miękkie, właściwie nie można było przejechać na nich jednego okrążenia bez olbrzymiej degradacji. Dobór najmiększych mieszanek był bardzo ryzykowny, ale w końcu opony dla wszystkich są takie same.

Ferrari i McLaren pojechały na dwa pit stopy, wy na trzy. Uważa pan, że była to słuszna decyzja?
Trudno mi teraz to ocenić. Rytm jazdy był dobry, więc z tego trzeba się cieszyć.

Na starcie wyprzedził pan mistrza świata, Fernando Alonso.
Start był dobry, ale miałem te używane opony. Od razu łuszczyły się. Musiałem je czyścić z granulek na trasie i Alonso szybko mnie łyknął, jakbym jechał furmanką.

Nie obawiał się pan, że znowu może dojść do niespodziewanych wydarzeń między panem a Nickiem Heidfeldem?
Przecież Nick startował z drugiej pozycji, a ja z siódmej. Był daleko w przodzie, więc nie było takiego problemu.

Czuł się pan jak bohater? Trybuny były biało-czerwone.
Było super. Ale ja nie jestem żadnym bohaterem, tylko kierowcą.

Jak pan ocenia swoje dotychczasowe występy w tym sezonie?
Z takim samochodem liczyłem na lepsze wyniki. Niestety, ciągle mamy jakieś problemy. Rok temu nie spodziewałem się miejsca na podium, a je zdobyłem. W tym wszystko wskazywało na to, że te miejsca będą, a nie ma. Szkoda.