Rozmawia Tomasz Gorazdowski, Program III Polskie Radio >>>

To miał być bardzo trudny i pełen nawigacyjnych zagadek etap. Do zaliczenia było aż 60 waypointów, których ominięcie mogło kosztować 20 minut, ale w niektórych przypadkach nawet pięć godzin. Z tym wyzwaniem zmagała się jednak głównie czołówka samochodów, które wyjątkowo wystartowały jako pierwsze. Motocykliści i quadowcy w większości miejsc mogli posiłkować się śladami poprzedników, ale nie oznaczało to wcale, że jechało im się łatwiej.

- Dość szybko zaczęły się duże wydmy, które po przejeździe samochodów zrobiły się bardzo miękkie. W wąskich przejazdach pomiędzy wzniesieniami piasek był grząski i kopny. Niestety koła pompowały mi się od mousów, którymi są wypełnione, więc przy mniejszej mocy, musiałem dobrze rozpędzić quad żeby utrzymać trakcję na podjazdach – opowiadał Rafał Sonik.

Polakowi nie dopisało też szczęście, bo po jednym ze zjazdów trafił na przesmyk zablokowany przez samochody. – Musiałem odwrócić quada, wypchnąć go, rozpędzić i objechać to miejsce, pokonując dość wysoką wydmę. Myślę, że straciłem tam 10 minut, ale nie narzekam. Cały oes przejechałem płynnie, bez poważniejszych błędów. I tylko tej mocy trochę brakowało – przyznał.

Zadowolony z siebie był również 17. na mecie Kamil Wiśniewski. – Za wczorajszy błąd i ominięcie waypointa dostałem dwie godziny kary. Podobnie, jak 15 innych quadowców, w tym Josef Machacek, który wygrał pięć ze swoich dziewięciu startów. Skoro więc tacy zawodnicy się mylą, to nie mam się czym martwić – podkreślił.

Rajdowiec jadący w grupie quadów z napędem na cztery koła tym razem zaliczył wszystkie obowiązkowe punkty trasy i przesunął się w klasyfikacji zmagań na 30. Pozycję. - Widziałem wielu stojących motocyklistów i quadowców, co pokazuje, że 40. Edycja Rajdu Dakar od startu jest bardzo ciężka. I tym bardziej jestem zadowolony z dzisiejszego dnia – dodał.

Niestety z powodu awarii silnika rywalizację musiał zakończył motocyklista Jakub Piątek. Sporo problemów mieli również kierowcy samochodów. – Moim zdaniem nawet 20 aut mogło dziś odpaść z rajdu. Kilka zaliczyło rolkę, wiele się zakopało, a niektóre nawet zderzyły. System ostrzegawczy w moim quadzie co chwilę pikał, że zbliżam się do unieruchomionych pojazdów – mówił Sonik.

W poniedziałek sytuacja może się powtórzyć, bo rywalizacja znów będzie toczyć się na wydmach. Rajdowa kolumna przejedzie z Pisco do miejscowości San Juan de Marcona. Na początek zawodnicy pokonają odcinek specjalny liczący 296 km, a następnie aż 504 km dojazdówki.