Aktualnie obowiązujący kończy się po sezonie 2018, zespół zaproponował podpisanie nowego na kolejne cztery lata. Ta propozycja nie spotkała się jednak z akceptacją ze strony kierowcy.

"Nie chcę podpisać długiego kontraktu, gdyż nie wiem, dokąd zmierza ten sport" - powiedział kierowca, cytowany przez brytyjski dziennik "The Times".

"W przepisach F1 dotyczących sprzętu ostatnio ciągle coś się zmienia. Jakie są perspektywy rozwoju tej serii wyścigowej, nie wiem. Może się zdarzyć i tak, że nie zostaną przez wszystkich zaakceptowane. Dlatego wolę ewentualnie mieć +wolną rękę+ i nie być na siłę związany z jednym zespołem" - dodał.

Bolid Red Bulla jest w tym roku wyposażony w silnik Renault pod nazwą TAG-Heuer, a tytularnym sponsorem ekipy został Aston Martin. Ricciardo uważa, że proponowane od 2020 roku poważne zmiany dotyczące m.in. jednostek napędowych mogą nie być dla niektórych producentów korzystne.

"Chcę być w zespole, który ma najlepszy samochód. Taki, który da możliwość rywalizacji z najlepszymi. Jeżeli będą kolejne zwycięstwa, zostanę w Red Bullu. Jeżeli nie, poważnie rozważę inne propozycje" - wyjaśnił 28-letni Australijczyk.

Aktualnie wśród czołowych kierowców F1 stałe, długoterminowe kontrakty mają Niemiec Sebastian Vettel z Ferrari i Holender Max Verstappen z Red Bulla. Na przedłużenie umowy czeka czterokrotny mistrz świata Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes) oraz jego partner z teamu Fin Valtteri Bottas.

W trudnej sytuacji jest Kimi Raikkonen z Ferrari, którego kontrakt kończy się po tegorocznym sezonie. Na razie Fin nie otrzymał propozycji jego przedłużenia, a plotki głoszą, że włoski zespół jest bardzo poważnie zainteresowany zatrudnieniem w jego miejsce właśnie Ricciardo.

Po trzech tegorocznych rundach mistrzostw świata F1 liderem jest Vettel, który zgromadził 54 pkt. Drugi jest Hamilton - 45, a trzeci Bottas - 40. Ricciardo plasuje się na czwartej pozycji z dorobkiem 37 pkt.

Następną, czwartą rundą MŚ będzie 29 kwietnia wyścig o Grand Prix Azerbejdżanu na ulicznym torze w Baku.