Jakie są pańskie refleksje odnośnie kadry po towarzyskich meczach z Chorwacją i turnieju w Londynie?

Maciej Lampe: O naszej drużynie można mówić wiele dobrych rzeczy. Przede wszystkim tworzymy grupę ciekawych chłopaków i to mnie strasznie cieszy. Prawda jest taka, że jeśli chcemy osiągnąć coś na mistrzostwach Europy, to musimy do całej sprawy podchodzić na serio. Mogę was zapewnić, że tak się dzieje.

Proszę powiedzieć nam coś więcej o tych ciekawych chłopakach. Zmienili się, odkąd pana nie było w kadrze?

Wszyscy są naprawdę fajni, to dobrzy ludzie i zawodnicy. Odczuwamy głód gry i lubimy grać w koszykówkę. Dodatkowo chcę zapewnić kibiców, że w naszym zespole nie dochodzi do żadnych konfliktów i miałbym problem ze wskazaniem poważniejszych problemów. Oby wszystko dalej toczyło się podobnie.

A jak tworzy się atmosfera między kolejnymi meczami i w czasie podróży?

Wiadomo, że siłą rzeczy dużo ze sobą przebywamy, przykładowo wspólnie jedząc posiłki. W pokoju hotelowym każdy z nas mieszka z kolegą z zespołu. Tak to właśnie wygląda. Nie ma na co narzekać.

Jest pan kandydatem do bycia liderem polskiej reprezentacji. Czuje pan, że podoła tej roli?

Mówiąc szczerze, staram się do tego podchodzić na spokojnie i powoli osiągać kolejne etapy związane z grą i samym procesem przygotowawczym. Przypominam, że przecież całkiem niedawno dołączyłem do drużyny, mecz z Izraelem był dopiero moim trzecim i najważniejsze spotkania przed nami. To prawda, że nie wszystko funkcjonuje należycie i nie ze wszystkiego możemy być zadowoleni, ale wierzę, że będzie OK. Nie zmienia to faktu, że im więcej dostanę minut, tym większa będzie moja rola w drużynie i siłą rzeczy będę miał więcej do powiedzenia.

Powrócił pan do gry w kadrze po dłuższej przerwie. Jak by pan porównał sytuację z wtedy z obecną?

Jest dobrze, na pewno znacznie lepiej niż kilka lat temu. Nasza reprezentacja funkcjonuje bardzo profesjonalnie i widać duży progres. Mam nadzieję, że dzięki naszej dobrej grze polska koszykówka wreszcie wyjdzie z kryzysu, w którym od wielu lat jest pogrążona.

Trener Saso Filipovski, który w ubiegłym sezonie był trenerem w zespole, gdzie grał Szymon Szewczyk, powiedział o polskim środkowym, że niesamowicie dojrzał, na co duży wpływ miało między innymi to, że został ojcem. Czy z panem stanie się podobnie?

Mam taką nadzieję. Niedawno urodził mi się syn - Dominik. To właśnie dla niego zmieniłem klub. Z Chimki Moskwa przeniosłem się do Maccabi Tel Awiw, bo tam jest lepsze miejsce do życia.

Sporo osób mówi, że brak dojrzałości był jedną z przyczyn, w wyniku których nie zrobił pan kariery w NBA. Nie chciałby pan ponownie spróbować swoich sił w najlepszej lidze świata, tak jak stara się o to wielu graczy, z wyżej wymienionym Szewczykiem na czele?

Wierzę, że jeszcze będę miał na to szansę. Z Maccabi do NBA jest prosta droga. Wielu zawodników z tego klubu trafiło do Stanów. Ja też na to liczę, tym bardziej że w Phoenix mam swój dom.

Stara się pan coś robić pod tym kątem czy czeka na oferty z NBA?

Póki co cieszę się z kontraktu z Maccabi. Jeśli już, to dopiero za jakiś czas powrócę do tematu przeprowadzki za Atlantyk.

Podoba się panu Izrael?

Na razie nie narzekam, w Tel Awiwie jest OK. To ładne i bezpieczne miasto.

Mieszka się tam lepiej niż w Moskwie?

Tak, bo inaczej bym nie zmieniał klubu. Z transferu do Izraela jestem naprawdę zadowolony.