Anwil podszedł do tego meczu w osłabionym składzie. Zabrakło Seida Hajricia, który w drugim spotkaniu w Sopocie spadł na plecy Michaela Andersena i upadł na parkiet. Bośniak ma stłuczone mięśnie pleców, przez co musiał przerwać treningi i nie wiadomo, czy jeszcze w tym sezonie zagra. "Żałuję, że nie mogłem przyczynić się do wygranej. Wiem, że musimy zapomnieć o tym meczu i z takim samym podejściem jak wczoraj wyjść na boisko w poniedziałek" - powiedział Hajrić.

Wynik spotkania rozstrzygnął się już w pierwszej połowie. 20 punktowej przewagi Włocławianie nie oddali już do końca meczu. Wiedzą, że na własnym parkiecie są nie do zatrzymania i świetnie sobie radzą z Prokomem. Niecały miesiąc temu w sezonie zasadniczym rozgromili mistrzów Polski aż 32 punktami.

Podopieczni Alesa Pipana grali bardzo rozsądnie. W całym meczu stracili zaledwie 5 piłek. Gracze z Sopotu natomiast w ogóle nie szanowali piłki - zanotowali aż 16 strat.

Wykorzystał to rozgrywający Anwilu Chris Thomas, który co chwilę odbierał rywalom piłki i wchodził pod kosz jak chciał. Zdobył 23 punkty, a w tym rzucił trzykrotnie za trzy punkty. Dzielnie wspierał go Goran Jagodnik, który rzucił 15 punktów.

Anwil Włocławek - Prokom Trefl Sopot 87:67 (28:18, 24:14, 23:23, 12:12)
Anwil: Chris Thomas 23, Goran Jagodnik 15, Zbigniew Białek 9, Andrzej Pluta 9, Nikola Otasevic 7, Gatis Jahovics 6, Wiktor Grudziński 6, Dusan Bocevski 4, Mladen Soskic 4, Otis Hill 4, Bartłomiej Wołoszyn
Prokom: Tomas Pacesas 13, Michael Andersen 12, Huseyin Besok 10, Donatas Slanina 8, Filip Dylewicz 7, Jeff Nordgaard 5, Adam Wójcik 4, Jasmin Hukic 3, Tomas Masiulis 3, Christian Dalmau 2
Stan rywalizacji (do czterech zwycięstw): 1:2