Bohaterem spotkania w Madison Square Garden był Carmelo Anthony. W regulaminowym czasie gry zdobył siedem ostatnich punktów, a "trójką" 11,2 s przed końcową syreną doprowadził do remisu 91:91 i dogrywki. W niej najpierw zmniejszył straty Knicks do dwóch punktów, a 8,2 przed końcem po raz czwarty w meczu trafił za trzy punkty i zapewnił gospodarzom jednopunktową wygraną. Łącznie uzyskał 43 pkt, co jest jego największą zdobyczą w tym sezonie.

"Kibice stworzyli wspaniałą atmosferę. Czułem się, jakby to był mecz play off o wielką stawkę, a wtedy gram najlepiej. Bardzo chcieliśmy wygrać, ani na moment nie zwątpiliśmy, że to możliwe, choć mieliśmy słabsze okresy. Jeśli trafimy na Bulls w play off, to już wiedzą, że nie będzie im łatwo" - podkreślił Anthony.

Wśród gospodarzy zabrakło kontuzjowanego Jeremy'ego Lina, który niedawno przeszedł operację lewego kolana. Uchodzący za jedno z największych odkryć sezonu koszykarz powiedział, że z dnia na dzień czuje się lepiej i jeśli koledzy awansują do drugiej rundy play off, to powinien im wtedy pomóc.

"Bykom" nie pomógł wracający na boisko po kilkunastodniowej przerwie spowodowanej urazem pachwiny Derrick Rose. Był najlepszym strzelcem swojej drużyny - 29 pkt, ale z gry trafił tylko osiem z 26 rzutów.

Ekipa z Chicago z bilansem 43-14 wciąż jest najlepsza w NBA. Nowojorczycy (29-27) plasują się na siódmej pozycji na Wschodzie.

W Konferencji Zachodniej brylują ostatnio San Antonio Spurs. Zwycięstwo nad Utah Jazz 114:104 było ich 11. z rzędu. Gospodarze na początku gry wypracowali sobie kilkunastopunktową przewagę, a później skupili się jej utrzymaniu.

Francuski rozgrywający Tony Parker uzyskał dla "Ostróg" 28 pkt, m.in. trafiając wszystkie 10 rzutów wolnych. Równie dobrze w tym elemencie spisał się wchodzący z ławki Argentyńczyk Manu Ginobili, który wykorzystał 14 z 15 prób. W sumie zdobył 23 pkt.

"Tony i Tim (Duncan - PAP) od dłuższego czasu prezentują świetny, równy poziom i na nich spoczywała odpowiedzialność za wyniki zespołu. Teraz pora, bym do nich dołączył. O złamaniu ręki już nie pamiętam i z każdym meczem powinienem spisywać się lepiej" - zaznaczył Ginobili.

Spurs w trzecim kolejnym spotkaniu we własnej hali zanotowali ponad 50-procentową skuteczność rzutów z gry. Wyrównali też najdłuższą w sezonie serię wygranych, która do tej pory należała do... nich. Między 30 stycznia a 20 lutego również triumfowali w 11 kolejnych meczach.

W szeregach gości najskuteczniejszy był Al Jefferson - 19 pkt, 10 zbiórek.

Za plecami Bulls i Spurs w ich konferencjach plasują się drużyny, odpowiednio, z Miami i Oklahomy. W niedzielę obie wygrały - Heat z Detroit Pistons 98:75, a Thunder z Toronto Raptors 91:75.

Koszykarze Heat przed własną publicznością mają najlepszy bilans w lidze - 24-3. Z "Tłokami" poradzili sobie mimo absencji Dwyane'a Wade'a, któremu doskwiera skręcona kostka.