Marcin Gortat mówił przed czwartkowym spotkaniem, że rewanż z Belgami każdy z kadrowiczów powinien potraktować wyjątkowo, jakby to był ostatni mecz jego życia. Zapowiedzi lidera, który okazał się najlepszym zawodnikiem na boisku - 29 pkt, 10 zbiórek - podziałały na drużynę, waleczną od początku, a szczególnie w czwartej kwarcie, wygranej przez polski zespół aż 25:8.

Zwycięstwo w Belgii daje biało-czerwonym awans na drugą pozycję w grupie i praktycznie pewny awans do przyszłorocznego turnieju finałowego w Słowenii.

Polacy rozpoczęli mecz piątką: Ignerski, Gortat, Koszarek, Waczyński i Wiśniewski. Wszyscy mocno skoncentrowani. Już na początku objęli prowadzenie 5:0 po celnym wolnym Gortata oraz akcjach Wiśniewskiego i Waczyńskiego. Ich taktyka, polegająca na indywidualnych akcjach i wymuszaniu fauli rywali przy próbie minięcia bądź rzutu, przynosiła efekty w całym spotkaniu.

Po okresie dobrej gry, zdarzyło się jednak Polakom kilka niecelnych rzutów i rywale zdołali wyrównać (8:8, 10:10). Ta kwarta należała jednak do drużyny trenera Alesa Pipana. Głównie dzięki dobrej dyspozycji Ignerskiego, który trafiał z różnych pozycji, zdobywając w pierwszych 10 minutach 10 z 26 punktów zespołu.

W drugiej kwarcie koncentracji biało-czerwonym wystarczyło tylko na kilkadziesiąt sekund. Po trafieniu Gortata prowadzili nawet 28:22, ale za chwilę polski środkowy popełnił trzeci faul i w 12. minucie musiał usiąść na ławce, zostając tam do końca pierwszej połowy. Od tego momentu rywale zdobyli kolejno 13 punktów, trafiając m.in. trzy kolejne rzuty za trzy, i w połowie drugiej kwarty uzyskali najwyższe prowadzenie 35:28.

Po akcjach Ignerskiego, trzypunktowym rzucie Skibniewskiego oraz wolnych i "trójce" Koszarka udało się doprowadzić do remisu 38:38, ale końcówka pierwszej połowy należała do gospodarzy, którzy schodzili do szatni prowadząc 45:42.

Po przerwie znakomity okres gry miał Gortat. W remisowej trzeciej kwarcie zdobył 12 punktów z rzędu, nie pozwalając rywalom na uzyskanie wyraźniejszej przewagi. W jej końcówce ważny trzypunktowy rzut trafił kapitan drużyny Koszarek (19 pkt, 6 asyst), przypominając sobie, że takie próby to jego mocna strona.

Mecz rozstrzygnął się w czwartej kwarcie, którą Polacy rozpoczęli trzema kolejnymi rzutami za trzy punkty Koszarka, Ignerskiego (18 pkt, 9 zbiórek) i Przemysława Zamojskiego. Uzyskali prowadzenie 71:67 w 33. minucie, którego nie oddali już do końca, jeszcze je powiększając.

Belgowie przez 10 minut ostatniej kwarty trafili tylko jeden rzut z gry. Zdeprymowani prowadzeniem i twardą obroną Polaków, pudłowali w kolejnych akcjach.

W przegranym 57:64 pierwszym meczu z Belgią w Ergo Arenie na granicy Gdańska i Sopotu podopieczni trenera Pipana trafili zaledwie raz na 18 prób za trzy punkty, przegrali także zbiórki 31-42. W Antwerpii mieli celnych 10 z 23 rzutów z dystansu, a zbiórki wygrali 36-20.

W kolejnym spotkaniu grupy E biało-czerwoni zmierzą się w niedzielę w Zielonej Górze ze Szwajcarami.

Belgia - Polska 73:87

Polska: Marcin Gortat 29, Łukasz Koszarek 19, Michał Ignerski 18, Przemysław Zamojski 8, Robert Skibniewski 6, Dardan Berisha 3, Adam Waczyński 2, Łukasz Wiśniewski 2, Mateusz Ponitka, Jakub Wojciechowski, Damian Kulig.

Belgia: Beye Tabu-Eboma 18, Christophe Beghin 13, Yannick Driesen 10, Guy Muya 9, Sam Van Rossom 8, Wen Mukubu 8, Pierre-Antoine Gillet 4, Jean Mwena 3, Maxime De Zeeuw, Ioann Iarochevitch, Roel Moors.