Walczący o awans do play off „Czarodzieje” odnieśli trzecią wygraną z rzędu i czwartą w pięciu ostatnich spotkaniach. Dla „Szóstek” to dziewiąta kolejna przegrana.

Gortat rozegrał kolejne popisowe spotkanie w lidze NBA. Chociaż rozpoczął je od pięciu niecelnych rzutów z gry, kończył już jako drugi strzelec zespołu, zdecydowanie najlepiej zbierający koszykarz meczu i jeden z ojców zwycięstwa, poprawiając bądź wyrównując kilka swoich indywidualnych rekordów.

Przebywał na parkiecie 41 minut, najdłużej w tym sezonie. Trafił siedem z 14 rzutów z gry i cztery z pięciu wolnych, zebrał 13 piłek w obronie i siedem w ataku.

20 zbiórek to rekord jego dziewięcioletniej kariery, o dwie lepszy od dotychczasowego najlepszego osiągnięcia. Po 18 uzyskiwał trzykrotnie w barwach każdego z klubów, w których dotychczas występował: Orlando Magic w meczu z Milwaukee Bucks 13 kwietnia 2009, Phoenix Suns w spotkaniu z Denver Nuggets 10 marca 2011 i Wizards przeciwko Miami Heat dokładnie trzy lata później.

32-letni łodzianin miał w poniedziałek także pięć asyst, wyrównując rekord sezonu, trzy bloki, stratę i dwa faule. Wraz z Johnem Wallem zanotował najwyższy w zespole wskaźnik plus/minus; gdy przebywał na parkiecie, drużyna wygrał ten fragment różnicą ośmiu punktów.

Rozgrywający Wall był zdecydowanym liderem gospodarzy w ataku – zdobył 37 pkt, trafiając 13 z 26 rzutów z gry, miał także siedem asyst i trzy przechwyty. Markieff Morris, który pierwszy raz wyszedł w podstawowej piątce zespołu uzyskał pierwsze double-double w barwach Wizards – 16 i 13 zb, a tyle damo punktów dodał Bradley Beal.

W drużynie gości wyróżnili się Ish Smith – 25 i siedem asyst, Carl Landry – 15, Jerami Grant - 14 i Isaiah Canaan – 13.

Zwycięstwo nad zdecydowanie najsłabszą w lidze drużyną Sixers (bilans 8-52) wcale nie przyszło gospodarzom łatwo. Gdy w pierwszej akcji po przerwie uzyskali najwyższe w meczu, 14-punktowe prowadzenie (62:48), wydawało się, że właśnie tak będzie.

Od tej chwili jednak koszykarzy trenera Randy’ego Wittmana ogarnęła dziwna niemoc. W ciągu kolejnych siedmiu minut zdobyli zaledwie cztery punkty, tracąc aż 26. Goście prowadzili 74:66 i trzeba było odrabiać straty.

Decydująca czwarta kwarta rozpoczęła się przy wyniku 82:79 dla przyjezdnych, którzy na 8.44 min przed końcem spotkania prowadzili jeszcze 93:86. Znakomicie w tej odsłonie zagrali jednak Wall i nie schodzący ani na chwilę z parkietu Gortat, którzy zdobyli w tym okresie, odpowiednio, 14 i 13 punktów.

Polski środkowy w trzech kolejnych akcjach w końcówce trafiał do kosza, dając drużynie prowadzenie 110:100 na 2.52 przed ostatnią syreną.

Rywale zdobyli jeszcze siedem punktów z rzędu, ale „Czarodzieje” już nie pozwolili odebrać sobie zwycięstwa.

Obydwa zespoły miały taką samą skuteczność rzutów z gry – po 48 procent. Gospodarze wygrali zdecydowanie walkę o zbiórki (53-32) oraz częściej i celnej wykonywali wolne (24/31 – 12/21).

Koszykarze z Waszyngtonu, którzy po przerwie na Mecz Gwiazd wygrali sześć z ośmiu spotkań, z bilansem 29 zwycięstw i 30 porażek zajmują 10. lokatę w Konferencji Wschodniej i zachowują szanse na awans do fazy play off.

W kolejnym meczu zmierzą się w środę na wyjeździe z Minnesota Timberwolves (19-41), 13. zespołem Konferencji Zachodniej.

Wyniki:
Boston Celtics - Utah Jazz 100:95
Cleveland Cavaliers - Indiana Pacers 100:96
Denver Nuggets - Memphis Grizzlies 96:103
Los Angeles Clippers - Brooklyn Nets 105:95
Milwaukee Bucks - Houston Rockets 128:121
Sacramento Kings - Oklahoma City Thunder 116:131
Washington Wizards - Philadelphia 76ers 116:108