W środę kolejnymi rywalami Polaków będą w Toruniu Białorusini.

Polacy po meczu walki oraz chaosu pokonali rywali i prowadzą w tabeli grupy D. Wśród biało-czerwonych zabrakło dotychczasowego lidera w klasyfikacji strzelców Macieja Lampego - to efekt kontuzji stawu skokowego, której nabawił się w spotkaniu z Estonią. Powinien być gotowy na spotkanie z Białorusią. W wyjściowej piątce zastąpił go 23-letni Tomasz Gielo.

Obok niego na parkiet w pierwszej piątce, w niewielkiej sali w Oliveira de Azemeis, miejscowości położonej 30 km od Porto, wyszli tak jak w poprzednich spotkaniach Łukasz Koszarek, Mateusz Ponitka, Adam Waczyński i Adam Hrycaniuk. To był jednak dobry mecz nie podstawowych graczy, a rezerwowych, którzy zdobyli aż 54 punkty.

Spotkanie było wyjątkowe dla Koszarka i Waczyńskiego. Rozgrywający Stelmetu BC Zielona Góra zdobył sześć punktów i przekroczył barierę tysiąca (ma 1003 w 156 meczach), natomiast kapitan reprezentacji rozegrał setne spotkanie z orzełkiem na piersi. Koszarek jest 29. graczem w historii (według statystyk PZKosz.), który przekroczył tę granicę. Rekordzistą jest Edward Jurkiewicz (4114) występujący w latach sześćdziesiątych XX w., a z aktywnych zawodników najwięcej punktów ma Marcin Gortat (1194).

Portugalczycy zaskoczyli na początku w ataku podopiecznych trenera Mike'a Taylora i prowadzili 8:0. Gospodarze mieli jednak problemy z zatrzymaniem polskich zawodników w ofensywie i najczęściej robili to nieprzepisowo. Polacy wykonywali jednak skutecznie rzuty wolne i po dwóch takich trafieniach Waczyńskiego był pierwszy remis 8:8.

W końcówce kwarty, gdy na parkiecie pojawili się zmiennicy, w tym rozgrywający A.J. Slaughter Polacy uzyskali nieco wyraźniejszą przewagę. Prowadzili 18:14, ale zbyt duża liczba strat (w pierwszej kwarcie osiem, a w całym spotkaniu aż 21) sprawiła, że rywale zniwelowali straty i po 10 minutach przegrywali tylko 24:25.

W kolejnych kwartach gra toczyła się pod dyktando biało-czerwonych, którzy w połowie spotkania prowadzili 45:36, a na początku trzeciej po rzucie Koszarka (przekroczył wówczas 1000 pkt) uzyskali najwyższą przewagę 47:36. Druga kwarta, zwycięska (20:12) była najlepsza w wykonaniu Polaków.

Udane akcje w ataku i obronie Ponitki oraz Przemysława Zamojskiego i Slauhgtera przeplatały się jednak ze stratami i prostymi błędami w defensywie. Niewysoki Pedro Pinto wchodził bez wielkiego problemu pod kosza Polaków, a lider Joao Gomes trafiał z dystansu. Po 30 minutach przewaga podopiecznych trenera Taylora wynosiła tylko pięć punktów (57:62).

Wydawało się, że w czwartej kwarcie Polacy spokojnie kontrolują przebieg meczu - prowadzili przez większą jej część różnicą około 10 punktów. Po błędach i stratach biało-czerwonych, którzy zupełnie nie mogli się wstrzelić do kosza w rzutach zza linii 6,75 m (trafili tylko 5 z 20) w 37. minucie Portugalia zbliżyła się jednak na pięć "oczek" 71:76.

W decydujących momentach spotkania zimną krew zachował Slaughter i Ponitka, który trafił za trzy punkty i na 100 sekund przed końcem Polska wygrywała 81:72.