Półtora roku temu w pierwszej rundzie play off Wizards pokonali Raptors 4-0. Od tamtego momentu obie drużyny zaczęły jednak podążać w przeciwnych kierunkach. W sezonie 2015/16 stołeczni koszykarze nawet nie awansowali do fazy pucharowej, a kanadyjski zespół został zatrzymany dopiero w finale Konferencji Wschodniej przez późniejszych mistrzów - Cleveland Cavaliers.

W obecnych rozgrywkach ten trend jest kontynuowany. Wizards mają bilans 0-3, a z Raptors (3-1) od czasu rywalizacji w play off przegrali wszystkie pięć konfrontacji.

Przed spotkaniem Gortat mówił, że ten mecz jest dla nich z serii tych, które po prostu muszą wygrać. Początek w wykonaniu drużyny Polaka był rzeczywiście dobry. W pierwszej kwarcie gospodarze osiągnęli dwunastopunktowe prowadzenie.

Zostało jednak ono zniwelowane, kiedy na parkiecie w obu ekipach pojawili się rezerwowi. Łącznie w całym meczu zawodnicy z ławki Raptors zdobyli 34 punkty, a zmiennicy z Waszyngtonu zaledwie 11.

Trener Wizards Scott Brooks postanowił w większym stopniu obciążać podstawowych graczy, ale na niewiele się to zdało. Jego podopieczni w kłopoty wpędzili się w połowie trzeciej kwarty. Wówczas pozwolili rywalom zdobyć 12 punktów z rzędu i na ostatnią odsłonę wychodzili przegrywając 75:84.

Gospodarzy co prawda stać było jeszcze na zryw, po którym na tablicy wyników pojawił się remis 92:92, ale ostatnie minuty zdecydowanie należały do Raptors. W ich szeregach nie do zatrzymania był DeMar DeRozan. 27-latek od początku sezonu imponuje formą. Na inaugurację zdobył 40 punktów, w dwóch kolejnych meczach 32 i 33, a w środę ponownie 40.

Wizards przegrali choć z gry trafiali ze skutecznością aż 58,3 procent. Czynnikiem, który ich pogrążył były straty. Popełnili ich aż 21, a goście zamienili je na 30 punktów. Skuteczność rywali wyniosła 55,8 procent. Strat mieli 13, a przełożyły się na zaledwie 11 punktów dla "Czarodziei".

Gortat na parkiecie przebywał 43 minuty - najdłużej ze wszystkich zawodników. Drugi raz z rzędu uzyskał tzw. double-double, na które złożyło się 15 punktów i 10 zbiórek. Trafił sześć z dziesięciu rzutów z gry, a także trzy z czterech wolnych. Jego dorobek uzupełniają dwa bloki, dwie asysty i jeden przechwyt. Miał także jedną stratę i dwa faule.

Najwięcej punktów dla pokonanych zdobył John Wall - 33. 26-letni rozgrywający miał także 11 asyst, ale również aż dziewięć strat. 23 punkty dołożył Otto Porter Jr.

Kolejny mecz Wizards rozegrają w piątek, również we własnej hali. Zmierzą się z ekipą Atlanta Hawks, z którą na inaugurację sezonu 2016/17 przegrali na wyjeździe 99:114.