Westbrook swoją drużynę utrzymywał w grze przede wszystkim w pierwszej połowie, w której zdobył 20 punktów. Początek gospodarze mieli bowiem słabszy i do przerwy wygrywali tylko 64:61. W drugiej części seryjnie zaczęli trafiać także jego koledzy. Po raz pierwszy w tym sezonie aż sześciu zawodników Thunder zakończyło mecz z dorobkiem co najmniej 10 punktów.

Skuteczność rzutów z gry zwycięskiej ekipy wyniosła 55,1 proc. Nets trafiali jedynie 42,2 proc. prób. Po przerwie Westbrook nieco zwolnił tempo, a 26 punktów dołożył Victor Oladipo. Wśród pokonanych wyróżnił się Brook Lopez - 22 pkt.

"Nets na początku grali bardziej twardo niż my. Później jednak też zacieśniliśmy obronę i odwróciliśmy losy spotkania" - powiedział Westbrook.

Thunder z bilansem 8-5 zajmują czwarte miejsce w Konferencji Zachodniej. Wyprzedzają ich zespoły Los Angeles Clippers (11-2), Golden State Warriors (10-2) i San Antonio Spurs (10-3). Wszystkie minionej nocy bez większych problemów wygrały swoje mecze.

Clippers na wyjeździe pokonali Sacramento Kings 121:115. "Królom" nie pomogła świetna gra DeMarcusa Cousinsa, który zdobył 38 pkt i miał 13 zbiórek. W ekipie gości prym wiedli Blake Griffin (29 pkt) i J.J. Redick (26 pkt). Do tego drugiego należy bieżący rekord kolejnych spotkań w NBA z przynajmniej jednym celnym rzutem za trzy punkty - trafiał z dystansu w 69 meczach.

Warriors natomiast upokorzyli w Bostonie miejscowych Celtics. W trzeciej kwarcie pozwolili rywalom zdobyć zaledwie dziewięć punktów i na ostatnią odsłonę wychodzili prowadząc 86:57. Ostatecznie wygrali 104:88. Klay Thompson uzyskał dla zwycięzców 28 pkt, a Kevin Durant miał 23 pkt i 10 zbiórek.

"Oni są naprawdę dobrzy i zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Grając z Warriors nie możesz sobie pozwolić na kryzysy. Kiedy w sześciu kolejnych akcjach nie zdobywasz punktów oni po prostu cię zmiażdżą" - powiedział trener Celtics Brad Stevens.

Spurs wygrali na wyjeździe z Los Angeles Lakers 116:107. Po 23 punkty zdobyli dla zwycięzców Kawhi Leonard i LaMarcus Aldridge. Trener "Ostróg" Gregg Popovich wyprzedził dzięki temu Larry'ego Browna na liście szkoleniowców z największą liczbą wygranych spotkań w NBA. Ma ich obecnie 1099 i zepchnął z siódmego miejsca swojego byłego szkoleniowca i mentora, który wygrał o jeden mecz mniej.

Od dna odbiła się drużyna New Orleans Pelicans (3-10), która pokonała u siebie Portland Trail Blazers 113:101. Tradycyjnie najlepszy w szeregach "Pelikanów" był Anthony Davis. Tym razem zapisał na swoim koncie 38 pkt. Miał także dziewięć zbiórek, sześć asyst i cztery bloki.

Nie mniej ważny był jednak powrót Jrue Holidaya. 26-letni rozgrywający stracił początek sezonu, gdyż opiekował się żoną Lauren, byłą reprezentantkę USA w piłce nożnej, która przeszła operację usunięcia guza mózgu, a kilka tygodni wcześniej urodziła dziecko.

Holiday w 23 minuty zdobył 21 punktów i miał siedem asyst.

Najgorsi na zachodzie są teraz koszykarze Dallas Mavericks (2-9). Zdziesiątkowani przez kontuzje (bez Dirka Nowitzkiego, Derona Williamsa, J.J. Barei i Devina Harrisa) ulegli we własnej hali Memphis Grizzlies 64:80.

"Jeśli oczekujecie ode mnie jakiegoś szalonego oświadczenia o tym jak źle wyglądają sprawy, to się rozczarujecie. Ja tak nie działam. Będę podkreślał pozytywne aspekty i będziemy pracowali nad tym, by było lepiej" - podkreślił szkoleniowiec Mavericks Rick Carlisle.

W Konferencji Wschodniej najlepsi są koszykarze Cleveland Cavaliers (10-2). Obrońcy tytułu rozbili we własnej hali Detroit Pistons 104:81. Wśród gości najlepszy był Kyrie Irving - 25 pkt i 11 asyst. LeBron James dołożył 21 pkt.