Mecz praktycznie pozbawiony był emocji. Gospodarze już po pierwszej kwarcie prowadzili różnicą 12 punktów, a później ich przewaga systematycznie rosła, dochodząc w ostatniej części gry do 30 pkt.

Nie do zatrzymania w szeregach Cavaliers był LeBron James. Zdobył 39 pkt i w klasyfikacji najlepszych strzelców wszech czasów fazy play off awansował na drugie miejsce. Łącznie zgromadził ich 5777 i wszystko wskazuje na to, że w najbliższych tygodniach zostanie liderem. Wyprzedzający go legendarny Michael Jordan ma ich bowiem tylko o 210 więcej.

"Czuję się naprawdę dobrze i cieszę się, że mogłem pomóc drużynie w odniesieniu zwycięstwa" - powiedział 32-letni gwiazdor.

Wśród pokonanych najlepszy był litewski środkowy Jonas Valanciunas - 23 pkt. Kompletnie zawiódł natomiast DeMar DeRozan. Trafił tylko dwa z 11 rzutów z gry i spotkanie zakończył z pięcioma punktami.

"Dostaliśmy lanie i wracamy do domu, ale ta seria się jeszcze nie skończyła. Wierzę w moich zawodników i wiem, że jeszcze nawet nie zbliżyliśmy się do poziomu, jaki możemy zaprezentować" - podkreślił trener Raptors Dwane Casey.

Statystyka przemawia jednak za Jamesem i jego kolegami. Żadna drużyna z nim w składzie nie przegrała rywalizacji w play off, jeśli wygrała dwa pierwsze mecze.

W Konferencji Zachodniej na wysoką porażkę w pierwszym meczu w świetnym stylu odpowiedzieli koszykarze San Antonio Spurs. Tym razem to oni rozbili Houston Rockets 121:96. Długo jednak wynik pozostawał sprawą otwartą. Ostatnia kwarta zaczynała się bowiem przy zaledwie pięciopunktowym prowadzeniu gospodarzy.

W niej szybko jednak "Ostrogi" zaczęły powiększać przewagę. Najlepszy w ich szeregach był Kawhi Leonard. Zdobył 34 pkt trafiając 13 z 16 rzutów z gry. Słabo zagrał natomiast lider Rockets - James Harden. Słynny brodacz trafił tylko w trzech z 17 prób i uzyskał 13 pkt.

Zwycięstwo Spurs zmąciła kontuzja kolana Tony'ego Parkera. Francuski rozgrywający w czwartek przejdzie szczegółowe badania, ale trener Gregg Popovich przyznał, że "nie wygląda to dobrze". Parker nie był w stanie samodzielnie opuścić parkietu.

Kolejne dwa spotkania w tych parach odbędą się w Toronto i Houston. Do następnej rundy awansuje zwycięzca czterech spotkań.