"Kawalerzystom", którzy w półfinałowej rywalizacji prowadzą 3-0, do awansu do finału Konferencji Wschodniej brakuje już tylko jednego zwycięstwa. Kolejny mecz rozegrają w niedzielę w Toronto.

Nie do zatrzymania w szeregach Cavaliers był LeBron James, który zdobył 39 pkt, miał osiem zbiórek i siedem asyst. "Wiedzieliśmy, że jedziemy do wrogiego środowiska, wiedzieliśmy, że rywale przeciwstawią nam wszystko, co mają, niezależnie od tego, kto był w składzie. Musieliśmy pokonać burzę" - powiedział 32-letni gwiazdor.

W ekipie aktualnych mistrzów z double-double zakończył spotkanie Kevin Love - 16 i 13 zb., Kyrie Irving dodał 16 pkt, a dużym wsparciem dla trójki liderów był rezerwowy Kyle Korver - 14 (4/6 za trzy punkty).

Wśród pokonanych, którzy wystąpili bez swojego podstawowego rozgrywającego Kyle'a Lowry'ego, najlepsi byli DeMar DeRozan - 37 i litewski środkowy Jonas Valanciunas - 23.

Po trzech kwartach gospodarze przegrywali różnicą tylko dwóch punktów (77:79), ale w decydującej odsłonie rywale szybko rozwiali ich nadzieje na zwycięstwo.

Cavaliers są jedynym zespołem od czasu Minneapolis Lakers w latach 1949 i 1950, który wygrał w play off siedem spotkań z rzędu w dwóch kolejnych sezonach. Ubiegłoroczną fazę pucharową rozpoczęli od dziesięciu zwycięstw. Zatrzymali ich dopiero... Raptors, zwyciężając w trzecim i czwartym meczu finału konferencji.

"Niedzielne spotkanie będzie dla nas grą o dumę. Nikt nie chce być wyeliminowany, szczególnie przed własną publicznością" - powiedział trener Toronto Dwane Casey.

W Konferencji Zachodniej przewagę własnego parkietu odzyskali San Antonio Spurs, wygrywając drugi kolejny mecz z Houston Rockets, tym razem na parkiecie rywala.

Do zwycięstwa poprowadzili ich Kawhi Leonard i LaMarcus Aldridge, zdobywając po 26 pkt. Pod nieobecność francuskiego rozgrywającego Tony'ego Parkera, który w końcówce poprzedniego spotkania zerwał mięsień czworogłowy, co wyklucza go z gry do końca sezonu, szczególnie istotna była dobra dyspozycja tego drugiego.

Aldridge w pierwszych dwóch meczach z Houston zdobył w sumie 19 pkt. Teraz szczególnie ważna była jego dziewięciopunktowa zdobycz w czwartej kwarcie, która pozwoliła gościom zwiększyć różnicę i do końca utrzymać prowadzenie.

"Nie można zastąpić Tony'ego Parkera. Któregoś dnia trafi on do Galerii Sław. Myślę, że dzisiaj wyszliśmy na parkiet z poczuciem sytuacji nadzwyczajnej i zagraliśmy z zębem" - ocenił Aldridge.

Parkera zabrakło w barwach Spurs w meczu play off pierwszy raz od 2001 roku. Należący do 34-letniego Francuza rekord kolejnych występów w tej fazie sezonu NBA zatrzymał się na liczbie 221.

Lider Rockets James Harden, po słabszym poprzednim spotkaniu, w którym zanotował tylko 13 pkt, tym razem uzyskał ich aż 43, ale miał tylko pięć asyst i zanadto skupiał się na kwestionowaniu decyzji sędziów. W ważnym momencie czwartej kwarty, przy pięciopunktowym prowadzeniu rywali, został ukarany przewinieniem technicznym. Trevor Ariza dodał 17 pkt dla gospodarzy.

W rywalizacji do czterech zwycięstw ekipa San Antonio prowadzi 2-1. Kolejna odsłona derbów Teksasu odbędzie się w niedzielę w Houston.