Spotkanie w Bostonie zapowiadane było jako starcie jednej z najlepszych drużyn ligi w defensywie podejmującej najlepszy zespół NBA pod względem ofensywy. Mecz ten miłośników koszykówki i sportowych emocji nie rozczarował - miejscowi zwyciężyli, choć niemal przez cały czas przegrywali. Na prowadzenie wyszli dopiero na 3,7 sekundy przed końcową syreną. Wówczas to celnym rzutem na wagę zwycięstwa popisał się Al Horford.

Na półmetku przewaga "Rakiet" wynosiła 24 pkt, a na początku trzeciej kwarty wzrosła jeszcze o dwa. "Celtowie" jednak w imponujący sposób się odbudowywali. Dobrze sobie radził Kyrie Irving, który tego dnia zdobył 26 pkt, ale kluczową rolę w końcówce odegrał słynący ze skutecznej gry w obronie Marcus Smart (13 pkt). Na 13 s przed końcem meczu, gdy gospodarze tracili punkt, za jego sprawą dwa faule ofensywne zanotował James Harden.

Ten ostatni zakończył występ z 34 pkt i 10 asystami na koncie i nie mógł się pogodzić z porażką. Jego zdaniem do porażki jego zespołu przyczyniła się... kontuzja jednego z sędziów. Normalnie przy meczu NBA pracuje trzech arbitrów, ale w tym wypadku było ich dwóch, bo jeden doznał tuż przed meczem urazu.

"Zastanawiam się, jak to możliwe, że w tak ważnym pojedynku jest tylko dwóch sędziów. Stosowano wobec mnie wiele razy nieprzepisowe przytrzymywanie" - skarżył się słynny brodacz.

Irving zaś przyznał, że w zmniejszonej obsadzie sędziowskiej dostrzegł dodatkową szansę dla swojej drużyny.

"Powiedziałem kolegom, że będzie tylko dwóch arbitrów i że możemy z tego skorzystać" - zaznaczył.

Zajmujący drugie miejsce w Konferencji Zachodniej Rockets wciąż muszą sobie radzić bez jednego ze swoich liderów - kontuzjowanego Chrisa Paula. Jak na razie nie wychodzi im to dobrze - przegrali czwarte spotkanie z rzędu.

Prowadzący na Wschodzie Celtics zaś wygrali drugi kolejny mecz.

W czterech pozostałych czwartkowych pojedynkach również triumfowali gospodarze. San Antonio Spurs pokonali New York Knicks 119:107. U "Ostróg" zaprocentowała gra zespołowa - LaMarcus Aldridge rzucił 25 pkt, a każdy zawodnik z wyjściowego składu zanotował dwucyfrową zdobycz punktową. W ich szeregach zabrakło Kawhiego Leonarda, a w trakcie spotkania urazu doznał Rudy Gay.

Najlepiej w drużynie przeciwnej spisał się rezerwowy Michael Beasley - 23 pkt. Nowojorczycy po tej porażce wypadli z czołowej "ósemki" konferencji, czyli ze strefy dającej awans do fazy play off.

O zwycięstwie Milwaukee Bucks w dużym stopniu przesądził duet Eric Bledsoe - Giannis Antetokounmpo. Zdobyli oni - odpowiednio - 26 i 22 pkt, a ich zespół wygrał z Minnesota Timberwolves 102:96.