Kilka dni odpoczynku wybiło z rytmu trzeci zespół Konferencji Wschodniej, który wcześniej wygrał cztery spotkania z rzędu. Tym razem na wysokości zadania stanął tylko jego lider LeBron James. Wybrany w niedzielę po raz trzeci najlepszym zawodnikiem (MVP) All Star Game koszykarz uzyskał 32 punkty, miał dziewięć zbiórek i osiem asyst, choć w końcówce spudłował dwa wolne. Jego dorobek nie wystarczył do pokonania zespołowo grających gości.

"Nienawidzę przegrywać, ale dziś jestem mniej zdenerwowany niż zazwyczaj, bo to był dobry mecz w naszym wykonaniu. Drużyna wciąż jest w fazie przebudowy, a ten proces musi potrwać. Jeśli jednak dalej będziemy podążać we właściwym kierunku, to efekty przyjdą" - wspomniał James.

Wizards wyszli na prowadzenie w drugiej kwarcie, którą wygrali 35:23, a później byli stroną dominującą, choć w trzeciej i czwartej kwarcie jeszcze na krótko tracili przewagę. Decydujący okazał się początkowy fragment ostatniej odsłony, kiedy od stanu 88:89 zdobyli dziewięć punktów z rzędu, a w końcówce już kontrolowali przebieg wydarzeń na parkiecie.

Polski środkowy spędził na boisku 18 minut, zdobywając w tym czasie sześć punktów. Trafił trzy z sześciu rzutów z gry, odnotował trzy zbiórki i na tym zakończył się jego wpis w statystyki.

Bradley Beal z 18 pkt był najskuteczniejszym graczem zwycięzców, a po 17 pkt dodali Czech Tomas Satoransky i rezerwowy Kelly Oubre jr, który trzykrotnie trafił "za trzy". Stołeczna ekipa, która bardzo dobrze sobie radzi bez kontuzjowanego asa Johna Walla (8-2 bez niego w składzie), odnotowała stuprocentową celność z linii rzutów wolnych - 10 na 10.

"Pokazaliśmy dziś determinację i odporność na sytuacje, w których mecz wymykał nam się spod kontroli. To właśnie są rzeczy, które prowadzą do sukcesów w tej lidze" - przyznał szkoleniowiec Wizards Scott Brooks.

Koszykarze z Waszyngtonu dobrze czują się w Cleveland, gdzie wygrali cztery z ostatnich pięciu pojedynków. Po czwartkowym sukcesie z bilansem 34-24 nadal plasują się na czwartej pozycji na Wschodzie, ale zbliżyli się do "Kawalerzystów" (34-23). Prowadzą Toronto Raptors - 41 zwycięstw i 16 porażek.

Na Zachodzie i całej lidze najlepszy bilans mają Houston Rockets (44-13). Jedno zwycięstwo więcej, ale przy 14 porażkach, mają broniący tytułu koszykarze Golden State Warriors, którzy we własnej hali pokonali w czwartek Los Angeles Clippers 134:127.

"Wojowników" do wygranej poprowadził Stephen Curry, który zdobył 44 pkt. Gospodarze mogli się pochwalić ponad 62-procentową skutecznością rzutów z gry. W ekipie rywali wyróżnił się Tobias Harris - 22 pkt.

Szóstą wygraną z rzędu odnotowały "Szóstki" z Filadelfii, które w Chicago pokonały Bulls 116:115. Świetny mecz rozegrał pochodzący z Kamerunu środkowy gości Joel Embiid - 30 punktów, 13 zbiórek, pięć asyst, cztery bloki i trzy przechwyty. Równie dobrze zaprezentował się Ben Simmons - 32 pkt, 11 asyst i siedem zbiórek.

Wydarzeniem wieczoru był jednak życiowy występ rezerwowego "Byków" Bobby'ego Portisa, który średnio w tym sezonie zdobywa 12,5 pkt, a w tym spotkaniu uzyskał 38, trafiając m.in. sześciokrotnie za trzy punkty.

Gospodarze jeszcze minutę przed końcem prowadzi 105:100, ale później do kosza trafiali już tylko przyjezdni.