W sezonie zasadniczym Wizards zajęli ósme miejsce w Konferencji Wschodniej, a Raptors byli w niej najlepsi. Z tego powodu eksperci generalnie nie dają "Czarodziejom" większych szans na awans.

Sobotnie spotkanie kanadyjski klub zaczął świetnie i po kilku minutach prowadził różnicą dziesięciu punktów. Wizards mieli bardzo dobry okres w drugiej kwarcie i stratę z nawiązką odrobili. Pierwsza połowa zakończyła się przy stanie 59:55 dla gości.

Później mecz długo był wyrównany, ale końcówka zdecydowanie należała do Raptors. Wizards po raz ostatni prowadzili na 8.39 min przed ostatnią syreną, kiedy efektownym wsadem popisał się Gortat. Od tego momentu zespół Polaka trafił jednak jeszcze tylko trzy rzuty z gry.

34-letni łodzianin miał ciężki początek. Szybko popełnił dwa faule i trener Scott Brooks posadził go na ławce rezerwowych. Łącznie Gortat na parkiecie spędził 29 minut i trafił sześć z dziewięciu rzutów z gry. Miał także sześć zbiórek i jedną stratę.

Jednym z atutów Raptors są wartościowi rezerwowi. Zawodnicy z ławki łącznie zdobyli 42 punkty, a zmiennicy w stołecznej drużynie dokładnie o połowę mniej. Na wygraną kanadyjskiej ekipy duży wpływ miała też dobra dyspozycja w rzutach za trzy punkty; trafili 16 z 30.

W zwycięskiej drużynie najlepszy był Serge Ibaka, który uzyskał 23 punkty i 12 zbiórek. Wśród Wizards John Wall miał 23 pkt i 15 asyst, ale przy słabej skuteczności rzutów z gry - 6/20. Markieff Morris dołożył 22 pkt i 11 zbiórek.

Mecz numer dwa odbędzie się we wtorek, również w Toronto.