Rywalizacja Warriors - Rockets zapowiadała się pasjonująco i taka rzeczywiście była. "Wojownicy" przegrywali w niej już 2-3, ale będąc na krawędzi wyeliminowania zdołali wygrać dwa kolejne mecze.

Tak jak spotkanie numer sześć, również poniedziałkową konfrontację lepiej zaczęli Teksańczycy. Mimo osłabienia brakiem Chrisa Paula, który urazu ścięgna podkolanowego doznał w końcówce piątego meczu, w drugiej kwarcie osiągnęli 15-punktowe prowadzenie. Na przerwę schodzili natomiast wygrywając 54:43.

Nie wiadomo, co trener Steve Kerr mówił swoim zawodnikom w szatni, ale ponownie na drugą połowę Warriors wyszli odmienieni. Dwa dni wcześniej udało im się odrobić 17-punktową stratę. W trzecich i czwartych kwartach dwóch ostatnich spotkań zespół Kerra zdobył łącznie 122 punkty, a Rockets zaledwie 63.

To fantastyczne, że mecze w NBA trwają tak długo. 48 minut to mnóstwo czasu, w którym jest wiele okazji do zebrania się jako zespół i przejęcia inicjatywy - powiedział szkoleniowiec.

Doskonale wiemy, że 11-punktową różnicę potrafimy zniwelować dwoma minutami dobrej gry - dodał strzelec Warriors Klay Thompson.

Kerr ekipę z Oakland prowadzi od 2014 roku. W 328 meczach sezonu zasadniczego aż 253 razy jego podopieczni potrafili zdobyć co najmniej 10 punktów z rzędu. Sztaby szkoleniowe wszystkich klubów w NBA głowią się co robić, kiedy "Wojownicy" zaczynają "szaleć" w ofensywie, ale ani faule, ani branie przerw na żądanie nie przynosi efektu.

Taka seria może nam się zdarzyć w dowolnym momencie i to czyni nas niebezpiecznymi - powiedział portalowi ESPN rozgrywający Stephen Curry.

Wśród zwycięzców najskuteczniejszy był Kevin Durant, który zdobył 34 punkty. Curry dołożył 27, trafiając m.in. siedem rzutów "za trzy". Miał także 10 asyst, dziewięć zbiórek i cztery przechwyty.

Obie drużyny swoją grę opierają na próbach z dystansu, ale Rockets tym razem się na nich zawiedli. Najlepszy zespół sezonu zasadniczego w całym meczu trafił zza łuku tylko w siedmiu z 44 prób.

Nie potrafiliśmy dać z siebie czegoś ekstra, a było to niezbędne - powiedział lider Rockets James Harden. Słynny brodacz uzyskał 32 pkt.

Dzień wcześniej zakończyła się rywalizacja w finale Konferencji Wschodniej, w której Cavaliers pokonali Boston Celtics również 4-3.

Zdecydowanym faworytem wielkiego finału są Warriors, którzy z mistrzostwa cieszyli się także w 2015 roku. W kolejnym przegrali co prawda 3-4, ale w 2017, po tym jak dołączył do nich Durant, ekipę ze stanu Ohio pokonali gładko 4-1. O sile "Kawalerzystów" stanowi praktycznie tylko LeBron James.

Pierwszy mecz odbędzie się w Oakland w nocy z czwartku na piątek czasu polskiego.