Majewski: Jestem niepoukładany technicznie
Miałem szczęście, bo przez trzy ostatnie lata byłem zupełnie zdrowy. Zresztą teraz już też wszystko w porządku, tylko technicznie jestem niepoukładany. Ale dochodzę do siebie, forma jest całkiem niedaleko, trzeba ją tylko znaleźć - mówi kulomiot Tomasz Majewski i zapowiada walkę o medale halowych mistrzostw świata.
- Amerykanie vs. Majewski na Pedros Cup
- Zwycięstwa Majewskiego i Ejdys w Walencji
- "Złote kolce" dla Włodarczyk i Małachowskiego
- Majewski w finale halowych mistrzostw świata
- Majewski piąty i z rekordem Polski
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-02-12

temp. min -23°C max. 0°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
MARTA MIKIEL: Halowe mistrzostwa świata w Dausze, które odbywają się w najbliższy weekend, miały być dla pana najważniejszym startem sezonu ze względu na rywalizację z Amerykanami.
Ale jadąc tam, chyba nie jest pan w życiowej formie?
TOMASZ MAJEWSKI: Miały być najważniejsze i nadal są. Fakt, że moje starty halowe w tym roku są średnie, żeby nie powiedzieć słabe. Ale forma nie jest aż taka zła, choć może na
razie nie widać tego po wynikach.
Jak to się stało, że nie udało się panu przygotować do tak ważnej imprezy?
Po pierwsze to ja zawsze na hali miałem słabsze wyniki. Do tych zawodów trenuje się krócej. W tym roku dodatkowo nie wszystko poszło po mojej myśli. Złapałem kontuzję i to w najgorszym
możliwym momencie - w połowie zgrupowania w południowej Afryce, kiedy trzeba było wykonywać największą pracę. Wszystko się pokomplikowało, ale nie zmarnowałem całkowicie tego zgrupowania.
Wcale nie zacząłem sezonu źle - pchnąłem 20,55 m w Duesseldorfie i 20,86 na mityngu Pedro’s Cup w Bydgoszczy. Potem przyszły dwa słabsze starty - ostatnio 19,99 na mistrzostwach
Polski.
A kontuzja już panu nie dokucza?
To nie było nic poważnego. Po prostu strzeliło mi w krzyżu, naciągnięcia pleców zdarzają się miotaczom notorycznie. Tylko u mnie było tak nieszczęśliwie, że dwa razy w ciągu
tygodnia.
W efekcie pierwszy raz od 2,5 roku zakończył pan zawody poza podium.
No tak, skończyła mi się passa, ostatni raz byłem poza podium w sace na mistrzostwach świata w 2007 roku. Ale każda passa musi się kiedyś skończyć, mam to za sobą. Jasne, że byłem zły,
bo zdarzyło się to przed własną publicznością, w Bydgoszczy. Zresztą niewiele mi zabrakło, od trzeciego miejsca dzieliły mnie ledwie 4 centymetry, żadna odległość. Byłbym jeszcze
bardziej wściekły, gdybym przegrał w słabym konkursie, ale walczyłem z czołówką światową.
A może po dwóch wymarzonych sezonach, z mistrzostwem olimpijskim w Pekinie i srebrem mistrzostw świata w Berlinie zaczynają się dla pana gorsze czasy?
Na razie nie wygląda to za ciekawie. Ale coś takiego będzie można napisać dopiero, jak nie wyjdą mi halowe mistrzostwa świata. Miałem szczęście, bo przez trzy ostatnie lata byłem zupełnie
zdrowy. Zresztą teraz już też wszystko w porządku, tylko technicznie jestem niepoukładany. Ale dochodzę do siebie, forma jest całkiem niedaleko, trzeba ją tylko znaleźć. Mam nadzieję, że
jestem od tego o krok. Miałem już w Polsce całkiem udane treningi, na których wszystko robiłem poprawnie. A jeśli będę pchał poprawnie, będę pchał daleko.
czytaj dalej



















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!