Ziółkowski: "Liczę się w tym biznesie"
"Udowodniłem, że jeszcze coś znaczę. Nie ukrywam, że po konkursie pozostał jednak niedosyt. Szkoda, że nie mam złota. Po tym, jak zmierzono odległość 79,30, naprawdę myślałem, że jestem w stanie osiągnąć 80 m" - skomentował Szymon Ziółkowski zdobycie srebrnego medalu 12. lekkoatletycznych mistrzostw świata w rzucie młotem (79,30).
- Nikt nie rzuca tak systematycznie
- Szymon Ziółkowski wicemistrzem świata
- Trener Ziółkowskiego w szoku po medalu
- Dobry początek polskich lekkoatletów
- Berlin: Zawody zaczną się dopiero wieczorem
- Pedro's Cup: Ziółkowski pokonał mistrza
- Ziółkowski w gazie. Pierwszy rzut i od razu finał!
- Tym razem Majewski gorszy od Cantwella
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Piątek 2012-05-25

temp. min 3°C max. 25°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Co się więc stało? "Emocje mocno wzięły górę nad elementami technicznymi. Wielkie szczęście jednak, że koledzy również nie dopisali. Byłem spięty i zdenerwowany, ale cieszę się, że to się tak skończyło" - dodał mistrz olimpijski z Sydney.
To jest trzeci medal mistrzostw świata w dorobku Ziółkowskiego. W 2001 roku zdobył złoto w Edmonton, cztery lata później w Helsinkach sięgnął po brąz i ponownie po czterech latach ma srebro.
"Wychodzi na to, że następny musi być w 2013 roku w Moskwie. Tylko jakiś inny kolor muszą mi wymyślić" - śmiał się.
Dwunastokrotny mistrz Polski nie chciał porównywać swojego medalu z tym Tomasza Majewskiego (AZS AWF Warszawa). "Niby kolor ten sam, ale wynikowo dzieli nas przepaść. Tomek pchnął prawie 22 metry kulą, a ja dopiero 79,30 m młotem. To jest jeszcze bez szału. Rezultaty ciężkie do porównania, a krążki takie same".
Ziółkowski przyznał, że "zaniepokoiło mnie trochę jak oddałem bardzo dobre dwa rzuty próbne. To mi się nie zdarza, ale potem okazało się, że nie jest tak źle". Jak podkreślił "w tym sukcesie jest wielka zasługa mojego trenera Krzysztofa Kaliszewskiego. On jest moim przyjacielem i sądzę, że wybraliśmy bardzo dobrą drogę współpracy".
Czy musiał brać przed konkursem, słynne już leki przeciwbólowe, bez których nie mógł rywalizować u swojego poprzedniego szkoleniowca Białorusina Piotra Zajcewa? "Przed południem ich nie użyłem, ale na pewno będą mi potrzebne po poniedziałkowym sukcesie" - mrugnął okiem.

















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!