Nasz mistrz cieszy się, że wyszedł już ze szpitala
Mistrz świata w skoku o tyczce Paweł Wojciechowski uważa, że uraz kości jarzmowej, jakiego doznał podczas treningu 7 grudnia, nie zakłóci przygotowań do igrzysk olimpijskich Londyn 2012. "Jest dobrze! Cieszę się, że opuściłem już szpital" - powiedział.
- Mo Farah najlepszym lekkoatletą Europy
- Anna Rogowska będzie skakać na... męskiej tyczce
- To dla niej bije serce naszego mistrza
- Majewski: Nie mam nic na usprawiedliwienie
- Mistrzostwa świata w Daegu. Polska ekipa w szoku
- Mistrz świata: To niesamowite dać autograf Kozakiewiczowi
- Polski mistrz skończy na wózku inwalidzkim?
- Zobacz ile zarobił nasz mistrz
- Czarny wtorek polskich lekkoatletów na mistrzostwach świata
- Trener chciał wycofać naszego mistrza z zawodów
- Wojciechowski: Rano nie mogłem wstać z łóżka
- Polak mistrzem świata w skoku o tyczce!
- Polacy podrzucają na święta staruszków do szpitali
-
Polak skoczył najwyżej
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Piątek 2012-05-25

temp. min 3°C max. 25°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Lekkoatleta bydgoskiego Zawiszy, po stwierdzeniu złamania kości twarzoczaszki po stronie lewej, 8 grudnia przeszedł operację.
"Kości zostały zreponowane i unieruchomione na różne sposoby, zarówno metodami nakostnymi jak i płytkami oraz wyciągami" - poinformował ordynator oddziału chirurgii szczękowej 10. Wojskowego Szpitala Klinicznego w Bydgoszczy dr nauk med. Jerzy Kochan, który operował Wojciechowskiego.
Rekordzistę kraju (5,91 w Szczecinie 15 sierpnia 2011), żołnierza Wojska Polskiego, czeka teraz dwutygodniowa rehabilitacja; do pełnych zajęć sportowych powinien wrócić za niespełna miesiąc.
"Wszystko jest OK, a ta drobna niedogodność nie będzie przeszkodą w realizacji planów. Zostaną one jedynie zmodyfikowane na sezon halowy. Nie chcę teraz prognozować, jak on będzie wyglądał. Bardzo chciałbym wystąpić w mityngu Pedro's Cup w Bydgoszczy 8 lutego, ale nie sposób jest dziś podjąć decyzję" - zaznaczył w rozmowie z PAP starszy szeregowiec.
Dodał, że jest pod wrażeniem serdeczności ze strony znajomych mu osób, jak i kibiców, którzy bardzo licznie odwiedzali go w szpitalu. "Jeśli nie będę mógł wystartować w konkursie w hali Łuczniczka, to i tak przyjdę, aby podziękować fanom za okazywane mi dowody sympatii" - wspomniał Wojciechowski.
Podkreślił też, że uraz jakiego doznał w niczym nie odbije się na jego psychice. "Rozpoczynając zajęcia z tyczką wiedziałem, czym mogą one grozić. Ryzyko było więc wliczone od samego początku i dlatego nie boję się, nie mam uczucia lęku, strachu, a wprost przeciwnie, nie mogę się już doczekać, kiedy znowu zacznę skakać" - powiedział urodzony 6 czerwca 1989 roku w Bydgoszczy lekkoatleta Zawiszy.
Przyznał, że nie ma jak na razie skonkretyzowanych planów na świąteczny okres. "Nie myślałem jeszcze o tym tak dokładnie, bo dopiero co wyszedłem ze szpitala. Na pewno ten czas spędzę z dziewczyną, i to w rodzinnym gronie" - wyjawił.
Trener Włodzimierz Michalski musi studzić zapędy podopiecznego, który niemalże już chciałby skakać.
"Pośpiech nie jest wskazany. Nie będę przyspieszał zaleceń lekarzy. Starty w hali mogą być, ale nie muszą. Moim zdaniem trzeba z nich zrezygnować. Najważniejszy jest zasadniczy sezon, a w nim konkurs czterolecia - konkurs olimpijski w Londynie" - podkreślił.
Wiceprezydent Bydgoszczy, a jednocześnie wiceprezes PZLA Sebastian Chmara uważa, że pechowy trening Wojciechowskiego 7 grudnia był "wypadkiem przy pracy", który zdarza się także najlepszym.
"Kto jest strachliwy, kto się boi, nie powinien skakać. Chyba każdy tyczkarz miał w swej karierze jakiś tam uraz, mniej czy bardziej poważny. Jako junior, w wieku 19 lat +dzięki+ tyczce złamałem lewą rękę. Po okresie rehabilitacji zapomniałem o tym" - powiedział halowy mistrz świata w dziesięcioboju z 1999 roku.
Źródło: PAP

















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!