Rozwój nowoczesnych metod badań antydopingowych pozwolił w ostatnim czasie na ujawnienie wielu substancji pozostających wcześniej niewykrywalnymi. Prowadzone przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) powtórne analizy próbek pobranych od sportowców na igrzyskach w 2004, 2008 i 2012 dały dotychczas ponad 100 pozytywnych wyników. Wśród przyłapanych na nielegalnym wspomaganiu zawodników jest m.in. kilkudziesięciu medalistów największej sportowej imprezy.

Zgodnie z opracowanymi przez MKOl zasadami moment, w którym sportowiec zostaje przyłapany na stosowaniu dopingu nie oznacza, że zostaje automatycznie pozbawiony medali. Dzieje się tak wtedy, gdy dany zawodnik wykorzysta wszystkie przysługujące mu drogi apelacji, w tym odwołanie do Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS) w Lozannie oraz - w niektórych przypadkach - odpowiednich sądów cywilnych.

Dopiero w tej sytuacji Komisja Dyscyplinarna MKOl oficjalnie dyskwalifikuje sportowca, wnosi do odpowiedniej federacji o zmianę wyników konkurencji oraz zobowiązuje zawodnika do zwrotu otrzymanego wcześniej medalu i dyplomu. W większości przypadków medale trafiają w końcu do mieszczącej się w Lozannie siedziby MKOl, by później mogły zostać przekazane kolejnym zawodnikom na liście wyników. Za ten akt zadośćuczynienia odpowiedzialne są krajowe komitety olimpijskie i to one, jak do tej pory, decydują o sposobie przyznania medali.

W związku z brakiem jasnych procedur tego typu ceremonie mogą przybierać bardzo różną formę. Wkrótce po tym, jak w wyniku ponownej analizy stwierdzono obecność niedozwolonych substancji w organizmie zwycięzcy konkursu pchnięcia kulą na igrzyskach w Atenach (2004) Ukraińca Jurija Biłonoha, drugi w olimpijskiej rywalizacji Nelson został poinformowany o przyznaniu mu złota oraz jednocześnie poproszony o zwrot... srebrnego krążka.

"Pewnego dnia w czerwcu 2013 roku zadzwoniono do mnie z Amerykańskiego Komitetu Olimpijskiego (USOC) i powiedziano, że jeden z działaczy wraca z wizyty w MKOl, ma należny mi medal i akurat przelatuję przez położną nieopodal Atlantę. W umówionym czasie pojechałem na lotnisko, gdzie w jednym z barów spotkałem się z tą osobą. Facet spytał mnie, czy mam medal, odpowiedziałem, że tak i zadałem mu to samo pytanie. Potem położyliśmy oba krążki na stole i przesunęliśmy do siebie. Tyle w temacie" - wspominał Nelson okoliczności, w jakich doszło do nietypowej zamiany.

Sportowiec nigdy nie krył swojego rozgoryczenia tą sytuacją.

"Zdobycie olimpijskiego złota powinno być jedną z najbardziej uskrzydlających i radosnych chwil w życiu. Ja przez wiele lat żyłem w poczuciu straty i bólu, a żaden mistrz igrzysk nie powinien mieć takich odczuć" – podkreślił kulomiot.

Niekiedy ceremonia wręczenia medalu po latach staje się jednak czymś więcej niż formalnością. Tak było m.in. w wypadku belgijskiej sztafety kobiet 4x100 metrów, której złoto igrzysk w Pekinie (2008) przyznano po dyskwalifikacji Rosjanek. Medale wręczono biegaczkom podczas oficjalnej uroczystości w trakcie obywających się w Brukseli zawodów lekkoatletycznej Diamentowej Ligi. Ceremonii przewodniczył były szef MKOl Jacques Rogge (sprawujący tę funkcję podczas tamtej imprezy), a zawodniczki oklaskiwało 40 tys. widzów.

Przy mniejszej publiczności, ale w równie uroczysty sposób, złoty medal igrzysk w Londynie (2012) w chodzie na 50 km po dopingowej wpadce Rosjanina Siergieja Kirdiapkina otrzymał w czerwcu Australijczyk Jared Tallent. Wydarzenie miało miejsce na placu przed reprezentatywnym budynkiem "Old Treasury" w Melbourne, a podczas transmitowanej przez telewizję ceremonii odegrano hymn, a na maszt wciągnięto flagę narodową.

MKOl nie przedstawił jeszcze konkretnego stanowiska w kwestii wręczania medali "po latach". Wśród postulatów zmian w ruchu olimpijskich do 2020 roku, zaprezentowanych przez przewodniczącego Thomasa Bacha, znalazła się jednak informacja o potrzebie "uhonorowania czystych sportowców". Dokument nie zawiera jednak żadnych gotowych rozwiązań, mówiąc tylko o "oficjalnej ceremonii" w trakcie, której "jeśli to możliwe, medal powinien być wręczony przez osobę należącą do MKOl". Komitet zapewnił, że odpowiednia procedura dotyczyć ma wszystkich medalistów i będzie dyskutowana z krajowymi komitetami.

Zarówno w tym dokumencie, jak i przesłanym do PAP komentarzu, MKOl nie wspomniał o planach przeprowadzania takich uroczystości podczas igrzysk czy innych zawodów, a właśnie takie rozwiązanie sytuacji jest coraz częściej wymieniane przez sportowców jako najlepsze.

Nelson pytany, czy chciałby być uhonorowany złotym medalem podczas igrzysk w Tokio po chwili wahania odpowiedział twierdząco. Zaznaczył jednak, że pod warunkiem, iż tego typu ceremonie w żaden sposób nie umniejszałyby przeżyć innych startujących obecnie olimpijczyków.

"To byłby gest mówiący, że docenimy dokonania tych zawodników, którym chwila triumfu została skradziona" – podkreślił Amerykanin.

O poczuciu bycia okradzionym mówi też Anita Włodarczyk. Polska młociarka nie odebrała jeszcze złotego medalu igrzysk w Londynie (2012), jaki ma otrzymać po dyskwalifikacji Rosjanki Tatiany Łysenko.

"Nie jestem taka pewna, czy Tatiana go zwróci. Może np. stwierdzi, że gdzieś się zawieruszył... Czy będzie wykonany duplikat? Nie wiem. Ale wiem, że mnie okradła. Nie dostanę już tego, co mogłam mieć" – powiedziała mistrzyni i rekordzistka globu.

Mistrzyni olimpijska z Rio de Janeiro chciałaby odebrać swój medal na Stadionie Olimpijskim w Londynie, gdzie w przyszłym roku odbędą się mistrzostwa świata.

Słowa obojga sportowców wydają się potwierdzać to, iż czasem bardziej niż sam medal liczy się moment wejścia na podium czy też dźwięk rozbrzmiewającego na stadionie hymnu. Takich przeżyć nie zapewni nawet najlepszy lotniskowy bar.