Wojciechowski i Lisek konkurs rozpoczną o 20.35. Stawka jest wyrównana, ale zagraniczni komentatorzy stawiają Polaków w gronie faworytów. Tak samo jak Francuza Renaud Lavillenie i Amerykanina Sama Kendricksa.

Ostatni z nich jako jedyny w tym sezonie pokonał poprzeczkę na wysokości sześciu metrów. Drugi na światowej liście wyników jest Wojciechowski. Zawodnik CWZS Zawisza Bydgoszcz w swojej karierze przeżył już wszystko. Był mistrzem świata w Daegu (2011), pokonał szereg kontuzji, przechodził operacje, odpadał w eliminacjach głównych imprez, gubił tyczki. Ten rok należy jednak do niego i on sam czuje, że może dokonać znowu czegoś wielkiego.

Chyba po raz pierwszy w życiu mogę o sobie powiedzieć, że jestem rasowym tyczkarzem. Czuję się pewnie, nie boję się wysokości, a 5,70 to skaczę na każdym treningu – wyjawił.

I faktycznie – ma bardzo równy sezon. Poprawił nawet wynikiem 5,93 m rekord Polski na stadionie. By jednak nazwać go najlepszym w karierze, brakuje mu medalu głównej imprezy.

Na to ma olbrzymią szansę. Zresztą... Na podium w Londynie może stanąć nawet dwóch Polaków. Scenariusz jest realny. Przecież tak było dwa lata temu, kiedy Lisek (OSOT Szczecin) i Wojciechowski podzielili się brązowym medalem. Wówczas na najniższym stopniu podium stanął też Lavillenie.

Czy teraz brąz biorę w ciemno? Nie odpowiem na to pytanie – odparł Lisek. Wiadomo bowiem, że nie. Ambicje ma wysokie i słusznie, bo jednego nie można mu zarzucić – jest niezwykle waleczny.

Na 22.35 zaplanowano finał 800 m mężczyzn. Jednym z bohaterów może być Kszczot. „Profesor” jak nazywają go komentatorzy ma już w dorobku srebro sprzed dwóch lat. W tym sezonie nie imponował wynikami, ale za to nikt inny nie potrafi tak inteligentnie rozegrać biegu taktycznie jak on. Jest też typem turniejowca i jak sam podkreśla – z każdym biegiem czuje się coraz lepiej.

Paweł Czapiewski, rekordzista Polski na tym dystansie, uważa, że Kszczot (RKS Łódź) pobiegnie po złoto. Ten scenariusz będzie trudny do zrealizowania, ale jest realny. Najgroźniejsi rywale to Nijel Amos z Botswany i Etiopczyk Mohammed Aman.

We wtorek będą jeszcze polskie akcenty w eliminacjach 200 m kobiet, w których wystąpi Anna Kiełbasińska (SKLA Sopot). O finał 400 m ppł powalczy Joanna Linkiewicz (AZS AWF Wrocław), a w pchnięciu kulą Paulina Guba (OKS Start Otwock) i Klaudia Kardasz (Podlasie Białystok).

Dzień zakończy o 22.50 finał 400 m mężczyzn, a w nim mistrz olimpijski Van Niekerk jest w stanie poprawić własny rekord świata. Reprezentant RPA w ubiegłym sezonie pobiegł 43,03 – to najlepszy wynik w historii. „Teraz może złamać 43 s” – uważa najlepszy Polak na tym dystansie Rafał Omelko (AZS AWF Wrocław).