Suski: Jak to się stało, że oni zostali mistrzami?
Piotrek Małachowski mieścił się pod dachem siłowni, Tomek Majewski już nie. Takie były nasze początki. A teraz ci chłopcy są mistrzami - mówi przed mistrzostwami Europy w Barcelonie trener Witold Suski.
- Nasi już w Barcelonie. Jest chłodniej niż w Polsce
- Takie będą mistrzostwa w Barcelonie
- Lekkoatleci wściekli. "Nie mamy w czym startować"
- Dlaczego zapamiętamy mistrzostwa w Barcelonie
- Michalski: Mam szansę na medal w Barcelonie
-
Barcelona 2010 - lekkoatleci na start
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Piątek 2012-05-25

temp. min 3°C max. 25°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Partner merytoryczny: Sports.pl
MAGAZYN SPORTOWY: Trenował pan Tomasza Majewskiego, trenuje Piotra Małachowskiego, ale wszystko zaczęło się od kolarstwa, od Stanisława Królaka. Poplątane są te pana losy.
WITOLD SUSKI: Bardzo poplątane. Widzę, że musimy wrócić do prehistorii. W mojej wiosce, Biel się nazywa, to niedaleko Ostrowi Mazowieckiej, graliśmy z chłopakami w piłkę nożną albo palanta. Wszystkich mistrzów znałem z radia. Najbardziej interesowali mnie Królak, Piątkowski i Sidło. Na wsi nie było mowy o dysku czy oszczepie, próbowaliśmy więc rzucać leszczynowym patykiem. No i rower - bardzo lubiłem jeździć. Kolarstwo było pierwszym sportem, który zacząłem uprawiać na poważnie. Jako 17-latek wyjechałem na Śląsk i tam zacząłem się ścigać.
Wyjechał pan na Śląsk, żeby zostać kolarzem?
A skąd, do pracy. Koledzy wyjeżdżali, też chciałem. Wiadomo, na wsi jak najszybciej trzeba zacząć na siebie zarabiać. Najpierw, jako małolat, pracowałem w fabryce papieru, byłem tam od wszystkiego. Mieszkałem w hotelu robotniczym, było nas trzech w pokoju. Dwóch szczeniaków i jeden starszy pan, czyli 30-latek. Nie wariowaliśmy. Gdyby nam odbiło, on by nas pewnie ustawił.
A gdzie w tym miejsce na sport?
Kupiłem sobie huragana, czyli rower wyścigowy, i zgłosiłem się do klubu Górnik Lędziny, w którym ścigał się Zygmunt Hanusik. Przyjęli mnie. Jako juniorek całkiem dobrze sobie radziłem. Byłem dość ciężki, trener ciągle mnie gonił, żebym trzymał wagę. Co ciekawe, jako ciężkawy chłopak dobry byłem w górach. Radziłem tam sobie całkiem, całkiem. No i dobry byłem w jeździe na czas.
Ale kolarzem pan nie został?
Kolarstwo się skończyło, kiedy miałem kraksę. Głowa rozbita, kolano roztrzaskane. Pół roku nie mogłem chodzić. Trudno było trenować, bo zanim zgłosiła się po mnie armia, pracowałem jeszcze na kopalni Staszic. Na początku w transporcie, potem na przodku. A po pracy na rower.
Trenował pan po harówce na przodku?
Inaczej nie można było. Na kopalni był system czterobrygadowy, co sześć godzin. Odpoczywałem po swojej zmianie i jazda na rower. Kochałem sport, na inne sprawy nie miałem ani chęci, ani czasu. Jak dostałem pierwszą wypłatę, to musiałem postawić kolegom piwo. To się szereg nazywa. Hajer wziął ode mnie pieniądze dla naszej brygady. Pięć kolejek dla ośmiu, razem 40 piw. Nie wiedziałem, że do każdego wlewa się pięćdziesiątkę. Po czterech piwach i dwóch setkach byłem załatwiony na cacy. Nieprzyzwyczajony człowiek był. A później wojsko. Rok w Lublinie, w ciężkich karabinach maszynowych służyłem. A drugi rok w Siedlcach. I tam zaczęło się rzucanie oszczepem. Były dywizyjne zawody w rzucie granatem. Rzuciłem 79 m, zakwalifikowałem się do centr alnych zawodów Wojska Polskiego. Tam było naprawdę daleko, bo 86,5 m.
To stadion pan przerzucił.
Prawie. Granat, tzw. cytrynka, ważył 60 deko. Niech go szlag. Myślałem, że mi palce potnie. Dowódca pułku dał mi skierowanie do klubu i tak na dobre zaczęła się moja przygoda z lekkoatletyką. Niestety, rzutu oszczepem nie było od kogo się nauczyć. Zabrał się za to człowiek od skoku w dal, w tej chwili wiem, że nie znał się na tej robocie. Ale on miał chęci, a ja smykałkę i wreszcie prawdziwy oszczep. Po roku treningów rzuciłem 64 m, po dwóch 69,88. Nieźle.

















































~maupa2010-07-26 23:36
Przyznam się, że dość dawno nie widziałem takiego materiału w DGP. Fajna historia, sympatyczni ludzie, proste prawdy. Sukces się buduje na pracy, pasji i wbrew mniejszym i większym przeciwnościom.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!