Trener Bogdan Wenta bardzo często podczas trwających w Szwecji MŚ powtarzał, że przyznanie takiej imprezy Polsce stanowiłoby "krok milowy w popularyzacji tej dyscypliny w kraju". Jednak w kuluarach hotelu Hilton, w którym obradować będzie dokonująca wyboru rada IHF, największe szanse daje się państwu z Półwyspu Arabskiego.

"Od paru lat mistrzostwa świata odbywają się w Europie, więc pewnie podejmą decyzję, że teraz wypadałoby, żeby się przenieść na inny kontynent" - ocenił w rozmowie z PAP kapitan reprezentacji Polski Sławomir Szmal.

W Malmoe Katarczycy jako jedyni przeprowadzają głośną akcję promocyjną. Organizują spotkania, happeningi, a telewizja Al Jazeera przeprowadza transmisje niemal z każdego spotkania. Jej dziennikarze zapewniają, że mają wielomilionową oglądalność i piłka ręczna cieszy się dużym zainteresowaniem.

Do organizatora takiego przedsięwzięcia należy zapewnienie uczestnikom zakwaterowania, transportu oraz przygotowanie odpowiednich hal. Jak zapewnił sekretarz Związku Piłki Ręcznej w Polsce Marek Góralczyk, 16 miast zgłosiło chęć goszczenia mistrzostw.

"Organizator otrzymuje z IHF 1,2 mln franków szwajcarskich. I to jest praktycznie wszystko, gdyż prawa do transmisji, do sprzedaży reklam należą do federacji. My możemy liczyć tylko na wpływy z biletów. Budżet takiej imprezy to kwota rzędu 15 mln euro" - powiedział Góralczyk.

Hiszpania, która gościć będzie MŚ za dwa lata, ma się zamknąć się w kwocie 16 mln euro.

Wstępne zgłoszenie Polska przesłała w lutym 2010 roku, a 224-stronicową aplikację złożyła 1 grudnia, wcześniej wpłacając tysiąc franków szwajcarskich.

Dokument zawierał informacje m.in. o systemie podatkowym w Polsce, warunkach klimatycznych, wizji MŚ i zawierać gwarancje rządowe, państwowe oraz odpowiedzieć na pytania dotyczące reklam, tzn. jakie są dozwolone, a jakie zabronione.

W aplikacji zawarte także były szczegółowe opisy hal, m.in. należało podać ilość miejsc naprzeciw kamer, ilość miejsc ogółem, rodzaj i siłę oświetlenia, ilość i rozmieszczenie kabin sędziowskich, szatni, pomieszczeń medycznych, stanowisk dla mediów.

Za najgroźniejszego kontrkandydata Góralczyk uważa Katar. Jedną z przyczyn jest fakt, że po raz ostatni MŚ poza Europą zorganizowano w 2005 roku w Tunezji i teraz wielu działaczy IHF rzuca hasło, że czas na zmiany.

"Katar ma pieniądze i ochotę na organizowanie wszystkich imprez sportowych. Po tym, jak nie dostali igrzysk olimpijskich, biorą wszystko jak leci z wyprzedzeniem na 10-15 lat. Do przygotowania swojej oferty wynajęli jedną z najlepszych firm marketingowych na świecie. Będzie chciał przekonać do swojej kandydatury stwierdzeniem: chcemy promować piłkę ręczną na innych kontynentach niż Europa" - dodał.

Prezydium IHF składa się z 15 osób, ale najprawdopodobniej nie będą mogli głosować trzej jego członkowie: wiceprezydent i sekretarz tej organizacji, ponieważ są Francuzami oraz Norweg Tor Lian, który jest prezesem europejskiej federacji (EHF). Wśród pozostałych 12 członków tego gremium jest tylko dwóch Europejczyków i m.in. dwóch przedstawicieli bliskiego kulturowo Katarowi - Kuwejtu.

Głosowanie odbywać się będzie w kilku fazach. Po każdej odpadać będzie jedna kandydatura z najmniejszą liczbą głosów. W przypadku porażki polscy działacze myślą o zgłoszeniu kandydatury do organizacji mistrzostw Europy w 2016 roku.