Zwycięstwo zapewniło drużynie "Trzech Koron" awans do igrzysk. Polki, które w pierwszym meczu w piątek uległy Rosjankom 25:27, po przegranej w drugim sobotnim pojedynku Meksyku z Rosją 17:37 (11:17) pożegnały się z marzeniami o wyjeździe do Brazylii. Do turnieju olimpijskiego awansują tylko dwa najlepsze zespoły. Oprócz Szwedek, bez względu na rezultaty niedzielnych zmagań, będą to Rosjanki.

Skandynawki dość szybko uzyskały czterobramkową przewagę, której nie oddały, poza sporadycznymi momentami, do końca spotkania. I to wszystko pomimo znakomitej postawy polskiej bramkarki Weroniki Gawlik, która była zdecydowanie najlepszą zawodniczką w przegranej ekipie.

Rywalki potrzebowały niecałego kwadransa, aby prowadzić 7:3, a niedługo później 11:6. Przed przerwą chwilę nadziei Polki przeżywały po dwóch udanych rzutach z dystansu Kingi Achruk, które pozwoliły się ponownie zbliżyć na 10:12. Tej szansy nie wykorzystały.

Dość niespodziewanie w szeregach biało-czerwonych na wyróżnienie zasługiwała, dotąd rzadziej eksploatowana, mierząca 186 cm Aleksandra Zych, jednak trochę sparaliżowane wagą spotkania, nerwowo grające koleżanki niewiele jej pomagały. Mnożyły się proste błędy, a niewymuszone straty piłek zdarzały się nazbyt często. W dodatku szwankowała gra w obronie, której sporo problemów sprawiała m.in. Isabelle Gullden, która w tym meczu rzuciła swoją 550. bramkę w reprezentacji.

Obiecująco rozpoczęła się druga połowa. Po golach Katarzyny Kołodziejskiej i Agnieszki Jochymek oraz obronionym przez Annę Wysokińską rzucie karnym (egzekutorką była Gullden) straty zmalały do dwóch goli (14:16). Szwedki jednak szybko powróciły do czterobramkowej przewagi (19:15 w 37. min). Gra się wyrównała, a czujne w obronie przeciwniczki z powodzeniem utrzymywały bezpieczny wynik. Spora w tym zasługa ich bramkarki Johanny Bundsen, która doskonale wyczuwała intencje rzucających.

Na siedem i pół minuty przed końcem spotkania, przy stanie 22:27, trener Kim Rasmussen postawił wszystko na jedną kartę i wycofał bramkarkę. Na niewiele to się jednak zdało i na olimpijski debiut przyjdzie jeszcze Polkom poczekać co najmniej cztery lata, bowiem w drugim sobotnim pojedynku gospodarze pokonali Meksyk 37:17 (17:11).

W niedzielę na zakończenie turnieju w Astrachaniu Polki zmierzą się o godz. 18.30 z Meksykiem, a stawką będzie tylko trzecie miejsce w końcowej klasyfikacji turnieju.