Ma pani za sobą kilka sprawdzianów z czołowymi zawodniczkami w Pucharze Świata. Piąta lokata w La Bresse, 15. w Albstadt, a w mistrzostwach Europy w szwedzkiej Husquarnie miejsce tuż za podium. Jak ocenia pani te starty?
Nie było hitowo, ale mam tak ułożony program przygotowań do igrzysk, że nie miało być hitowo. Trochę mi szkoda mistrzostw Europy, bo na nie się nastawiałam. Niestety, rozchorowałam się, na starcie miałam kolizję i skończyło się na czwartym miejscu. Gdyby nie ten wypadek, to mimo choroby byłabym na podium. Potem w Albstadt byłam nastawiona bardzo pozytywnie, ale znów był upadek. La Bresse to już przyzwoity wyścig. Formę mam bardzo stabilną, równą i wysoką. Brakowało w tych wyścigach wielkiego "bum", nagłego skoku formy, ale kalkuluję tak, aby to "bum" zdarzyło się w Rio.

Mistrzostwa świata w Novym Mescie na Morawach, które odbędą się 2 lipca, potraktuje pani jako kolejny sprawdzian czy może coś więcej?
Są to zawody blisko Polski. Będę tam miała mnóstwo fanów i nie chcę ich zawieść, ale podchodzę do nich ze spokojem, nie nakładam na siebie presji. Chcę pojechać jak najlepszy wyścig i mam nadzieję, że przełoży się to na dobry wyniki, z którego i ja będę zadowolona, i kibice.

Czy wszystkie najlepsze zawodniczki staną na starcie?
Nie słyszałam, by jakaś zawodniczka z czołówki odpuszczała mistrzostwa, w odróżnieniu np. od Pucharu Świata w Kanadzie. W Czechach szykuje się sprawdzian w najsilniejszej stawce. Część dziewczyn przygotowywała się do niego na zgrupowaniach wysokogórskich, więc potraktowała mistrzostwa świata bardzo poważnie, ale to mnie cieszy, bo wolę, by były silniejsze teraz, a słabsze na igrzyskach, niż odwrotnie. Ja ostatnie dni spędzam w swoim domu w Jeleniej Górze, tu trenuję i stąd pojadę bezpośrednio do Novego Mesta. Swoim samochodem, trzy i pół godziny jazdy.

Przed samymi igrzyskami planuje pani drugi wyjazd w góry Kolumbii. Trenowała tam pani zimą. Kiedy wylot do Ameryki Południowej?
Po mistrzostwach wystartuję jeszcze w Pucharze Świata w Lenzerheide oraz w mistrzostwach Polski, które będą moim ostatnim startem przed igrzyskami. Po tym wyścigu lecę do Kolumbii, gdzie będę się przygotowywać przez trzy i pół tygodnia. Do samego Rio przylecę na cztery dni przed wyścigiem olimpijskim.

Kolumbia przypadła pani do gustu?
Było super. Miałam wspaniałą pogodę. Przez trzy tygodnie tylko jednego dnia padał deszcz, choć teraz może być inaczej, bo kraj leży blisko równika i zaczyna się pora deszczowa. Prognozy meteorologiczne są jednak dla mnie dobre: ma nie padać, a na pewno będzie ciepło. Oprócz pogody, znakomite trasy, świetne jedzenie, co dla sportowca jest niezwykle ważne, dużo kolarzy, z którymi można potrenować. A przede wszystkim spokój, najbardziej zachęcający mnie do przyjazdu do Kolumbii w perspektywie igrzysk. W samym Rio nerwów będzie dużo, więc nie trzeba sobie ich dokładać i siedzieć tam czekając na start.

Z kim pani trenowała w Kolumbii?
Z Kolumbijczykami, z których wielu jest bardzo utalentowanych, ale nie mogą przebić się do ekip europejskich. Z tego regionu, gdzie byłam, pochodzi m.in. Rigoberto Uran. Nie widziałam natomiast moich rywalek, które zdaje się będą szlifować formę na igrzyska w Europie.

Kolumbia kojarzy się z wysoką przestępczością...
Czułam się tam w stu procentach bezpiecznie. Nie było żadnej niepokojącej sytuacji, ale też będąc np. w Medellin nie zapuszczałam się w biedniejsze dzielnice. Jedyny problem to bariera językowa. Trzeba nastawić się na hiszpański albo machanie rękami. Niewielu Kolumbijczyków mówi po angielsku, a ja słabo mówię po hiszpańsku - tylko "Kali jeść, Kali pić".

Już wiele miesięcy temu wybrała pani sprzęt na igrzyska, tzw. hardtail, czyli rower z jednym amortyzatorem z przodu. Nie zmieniła pani zdania?
Pod względem sprzętu jestem przygotowana do igrzysk. Mamy kilka nowinek technicznych w zanadrzu, ale o nich nie chcę jeszcze mówić. Wspólnie z inżynierami firmy Kross, której grupę zawodową reprezentuję, brałam udział w tworzeniu ramy do roweru. Osiągnęliśmy wagę poniżej jednego kilograma.

Na czym polegał pani udział w tworzeniu ramy?
Testowałam ją i przekazywałam swoje uwagi, np. zależało mi na tym, by była krótsza, by kąt nachylenia główki ramy był na tyle duży, by amortyzator trochę wychodził z kołem do przodu. Inżynierowie zadbali, by rower był sztywny, by jak najlepiej siła przekładała się w prędkość jazdy, a nie ginęła poprzez mikroruchy ramy. Rower jest świetny. Wszyscy, którzy na nim jechali, byli zachwyceni. To światowy poziom.