Belg przyjechał w piątek do mety na piątej pozycji.

Majka do końca walczył o całą pulę. Na ostatnich 15 km kilka razy zgubił Teunsa, ale za każdym razem rywal dołączał do czołówki.

Decydował ostatni finisz, który wygrał z pięcioosobowej grupy Holender Wout Poels (Sky). Majkę wyprzedził jeszcze Brytyjczyk Adam Yates (Orica), zgarniając sześć sekund bonifikaty.

Dzięki wygranej etapowej Poels zajął w całym wyścigu trzecie miejsce. Stracił do Teunsa tylko trzy sekundy.

W klasyfikacji górskiej zwyciężył aktywny w piątek Włoch Diego Rosa (Sky), w punktowej dwukrotny mistrz świata i jeden z bohaterów ostatniego etapu Słowak Peter Sagan (Bora-Hansgrohe), najbardziej aktywnym zawodnikiem został Holender Bert-Jan Lindeman (LottoNl-Jumbo), a najlepszą drużyną była belgijska ekipa Lotto Soudal z Tomaszem Marczyńskim.

Przed wielkimi sportowymi emocjami odbył się w Bukowinie Tatrzańskiej Tour de Pologne amatorów. Debiutował w tej imprezie prezydent Międzynarodowej Unii Kolarskiej Brian Cookson, startował prezes PZKol Dariusz Banaszek, ścigały się legendy polskiego kolarstwa – Ryszard Szurkowski, Krzysztof Sujka, Henryk Charucki i oczywiście Czesław Lang. Do rywalizacji przystąpiło ponad 2,5 tys. amatorów, co jest rekordem frekwencji.

„W wyścigu amatorów dostałem pierwszy numer startowy, ale nie sądzę, że będę pierwszy na mecie” – mówił Cookson. Brytyjczyk dzielnie walczył i ukończył 58-kilometrowy wyścig na 1643. miejscu wśród 1932 sklasyfikowanych. Zwyciężył Piotr Tomana, a doskonałą formę potwierdził Lang, zajmując 74. lokatę. Dyrektor TdP był pierwszy w kategorii powyżej 60 lat.

Organizatorzy wyścigu mieli w piątek szczęście do pogody. Po sześciu dniach nieznośnych upałów ochłodziło się, spadł nawet deszcz, dokładnie w przerwie między rywalizacją amatorów a startem zawodowców.

Królewski etap przyciągnął dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy kibiców. Przy 62-kilometrowej rundzie, którą kolarze pokonywali dwukrotnie, stali kibice z Polski i Słowacji, było widać flagi Finlandii, Niemiec, Rosji, Ukrainy. W najbardziej atrakcyjnych miejscach w Gliczarowie Górnym (Ściana Bukovina) i w Łapszance kolarze jechali w szpalerze fanów.

Po sześciu etapach Teuns wyprzedzał Majkę tylko o sześć sekund, zajmujący 10. miejsce Luksemburczyk Bob Jungels tracił 29 sekund, a zwycięzca z Zakopanego, dwunasty w klasyfikacji Australijczyk Jack Haig – 43 sekundy.

W czwartek stracił szansę na zwycięstwo dwukrotny mistrz świata Peter Sagan. Nie chciał jednak zawieść słowackich kibiców i niedługo po starcie zaatakował. Po kilku kilometrach dołączyło do niego 12 kolarzy, w tym Paweł Cieślik z reprezentacji Polski. Żaden z uciekających nie liczył się w klasyfikacji generalnej. Maksymalna przewaga, jaką wypracowali, wynosiła niecałe trzy minuty. Odpowiadało to liderowi. Młody Belg jechał w pierwszej części peletonu.

Przed lotną premią w Szaflarach (99. km) oderwał się od czołówki Sagan. Dołączył na krótko Hiszpan Ruben Plaza (Orica), ale Sagan ponowił atak i przez długi czas jechał samotnie.

Słowak został doścignięty 9 km przed metą przez grupkę, w której jechał Majka, a brakowało Teunsa. Belg jednak „dospawał” do grupy, a Sagan, ku zaskoczeniu wszystkich, ponownie ruszył samotnie do przodu.

Zastanawiała taktyka ekipy Sagana i Majki.

„Kazałem Peterowi atakować, miał potem na mnie poczekać” - opowiadał na mecie Majka, który jednocześnie miał obawy, że gdy sam mocniej naciśnie na pedały, to pociągnie za sobą groźnych rywali, a oni odbiorą mu na mecie bonifikaty. Zmęczony Słowak nie był jednak w stanie pomóc koledze z drużyny, a i sam Majka nie potrafił urwać się Belgowi.

Kilometr przed metą pozostała grupka pięciu zawodników z Poelsem, Majką i Teunsem. Stawką były sekundy do zdobycia na mecie: dziesięć dla zwycięzcy, sześć dla drugiego zawodnika i cztery dla trzeciego. Zmęczony Teuns nie liczył się w tej rozgrywce, a Majka do ostatnich metrów walczył z Yatesem o drugie miejsce, które w tej sytuacji dałoby mu końcowy triumf. Brytyjczyk był nieznacznie szybszy.

Ostatecznie Teuns wyprzedził Majkę o dwie, a Poelsa o trzy sekundy. Tak małe różnice na podium zanotowano w Tour de Pologne w 2015 roku, gdy Hiszpan Jon Izagirre po czasówce w Krakowie wyprzedził następnych zawodników dokładnie o dwie i trzy sekundy.