Fatalna gra w ekstraklasie
To już chyba typowe dla polskiej ekstraklasy, że wcale nie trzeba grać dobrze, aby być liderem i mieć pięć punktów przewagi nad drugą drużyną. Wisłę stara się gonić Legia. Trochę nieporadnie. Wprawdzie warszawianie wygrali 1:0 z Arką, ale w meczu mieli więcej kiksów i komiczno-absurdalnych akcji niż udanych zagrań.
- Ostatni trening Arki przed zimową przerwą
- Legia pozbywa się gwiazdorów
- Ekstraklasa wlepiła Zagłębiu 40 tys. kary
- Ostatnia ligowa seria meczów
- Boniek życzy Lacie: Przestań być prezesem!
- Lewandowski został piłkarzem roku
- Wisła gładko pokonała Zagłębie
- Na Górnym Śląsku rządzi Ruch
- Ekstraklasa. Spadek oglądalności i poziomu
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Byliśmy w dołku, ale i tak pokazaliśmy, że jesteśmy dobrym zespołem, a przede wszystkim lepszym od pozostałych" - podsumował pomocnik Wisły Andraż Kirm. Krakowianie
wygrali 1:0 z Zagłębiem w ostatnim meczu Franciszka Smudy w roli szkoleniowca lubinian.
"Nie ma żadnego pożegnania. Pożegnania są na cmentarzu. Przecież dalej będę się interesował Zagłębiem, ale już jako selekcjoner" - powiedział Smuda. Bez dwóch
podstawowych napastników goście nie byli w stanie zbyt wiele osiągnąć. Gospodarze bez kilku swoich czołowych piłkarzy również nie zachwycili. "Jest się z czego cieszyć, także z
tego, że runda kończy się właśnie teraz, bo nie daj Boże a na przykład za tydzień kończylibyśmy ją w ośmiu" - śmieje się Piotr Brożek.
Wisłę stara się gonić Legia. Trochę nieporadnie. Wprawdzie warszawianie wygrali 1:0 z Arką, ale w meczu mieli więcej kiksów i komiczno-absurdalnych akcji niż udanych zagrań.
"Trudno na tej murawie grać efektownie. Przy zagraniach jedna noga ucieka i traci się kontrolę nad piłką" - tłumaczył trener Legii Jan Urban. Wczoraj noga uciekała często,
może nawet częściej niż zazwyczaj, co jest swojego rodzaju osiągnięciem. Jedyna bramka padła po przyznanym w kontrowersyjnych okolicznościach rzucie karnym.
Imponującym wyczynem popisali się również piłkarze Śląska i Lechii. A konkretnie Antoni Łukasiewicz i Tomasz Dawidowski. Ten pierwszy strzelił zwycięskiego gola w meczu, przyczynił się
do pierwszej porażki Jose Bakero w roli trenera Polonii. I to wszystko bardzo ważne, ale chyba ważniejsze jest to, że Łukasiewicz do tej pory w swojej ligowej karierze strzelał tylko samobóje.
W sumie cztery. Przez osiem lat gry w ekstraklasie! Teraz jego bilans to minus trzy. Jak do tego doszło? Magia. "Bóg tak chciał, że opuściłem boisko, a na moje miejsce pojawił się
Antek. Wyskoczył i trafił" - powiedział Amir Spahić. "Akurat dziś zadziałały jakieś magiczne siły ponadprzeciętne" - dodał Łukasiewicz.
Dawidowski z kolei zasługuje na jeszcze większe uznanie. Niby zrobił to samo, co Łukasiewicz, czyli zdobył jedyną bramkę w meczu, ale jeśli przyjrzymy się temu, przez co napastnik Lechii
musiał przejść, aby tego gola strzelić, należy mu się owacja na stojąco. Ostatnią bramkę zdobył sześć lat temu. Wszystko przez kontuzje. Były napastnik Amiki i Wisły Kraków przeszedł
kilkanaście operacji. W ich wyniku w swoim ciele ma kilka ciał obcych. Był nadzieją reprezentacji Polski, a teraz o tym, co osiągnął w swoim życiu, mówi nie "kariera", a
"przygoda z piłką". "Kuleję, ale nie pękam" - to zdanie, które powtarzał w ostatnich latach chyba najczęściej. - Opłacało się - powiedział po meczu z
Cracovią.



















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!