Legia doczekała się płyty o sobie
Pablopavo jest muzykiem zespołu Vavamuffin znanego wszystkim fanom reggae, a także hip-hopu. Pod koniec zeszłego roku wydał płytę solową, w której oddał hołd swojemu rodzinnemu miastu Warszawie i ukochanemu klubowi - Legii.
- Wisła Kraków rozpoczęła casting
- Sprawdź, ile zarabiają piłkarze w Polsce
- Legia pozbywa się gwiazdorów
- Ligowi słabeusze kupują gwiazdy
- Nie ma lepszego klienta niż kibic
- Legia dostanie własne piwo
- Wolą sprzedawać piwo, niż reformować piłkę
- Legia testuje mistrza świata
- Ekstraklasa. Spadek oglądalności i poziomu
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 23°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Piłkarskich cytatów na płycie "Telehon" jest bez liku. W kolejnych utworach przewijają się nazwiska legendarnych piłkarzy "wojskowych" - Kazimierza Deyny i Dariusza Dziekanowskiego. Bohaterami piosenek są też kibice jeżdżący na wyjazdy Legii i rosnący dzień po dniu Stadion Narodowy. Jeśli dodamy do tego wizerunek Pablopavo, który od lat nie pokazuje się publicznie bez czapeczki z wyszywanym wizerunkiem Deyny, to mamy pełny obraz muzyka, który jest wręcz zwariowanym fanatykiem warszawskiego klubu.
"Kto jest mi bliższy: Deyna czy Dziekanowski?" - zastanawia się w rozmowie z "DGP" Pablopavo. "Biorąc pod uwagę moją drogę jako kibica, to na pewno ten drugi. Na Legię zacząłem chodzić w 1985 r. Dziekanowski był wtedy moim idolem i niedoścignionym wzorem piłkarskim. Karierę Dziekanowskiego śledziłem nawet wówczas, kiedy mało kogo już interesował. Jeszcze nie było internetu i nie było łatwo dowiedzieć się, jak sobie radził Bristol City. Ojciec mi jakieś angielskie gazety przynosił więc wiedziałem, że w tym klubie ma status wielkiej gwiazdy, najlepszego piłkarza w historii klubu. Do dziś śpiewają tam o nim piosenki. Deyna to postać zupełnie innego kalibru. To jest ikona, symbol Legii i polskiej piłki. Na dodatek jak wszyscy wielcy - Jimmy Hendrix czy Jim Morrison - umarł tragicznie i przedwcześnie" - mówi muzyk.
O Wdowczyku nie śpiewa
"Chciałem dodać, że miałem jeszcze trzeciego ulubieńca - Darka Wdowczyka. Czy nie śpiewam o nim za karę, bo brał udział w aferze korupcyjnej? Można tak powiedzieć. Bohaterem piosenki dla młodych ludzi nie może być ktoś, kto handluje emocjami innych. Bo w aferze korupcyjnej nie chodzi tylko o sprzedawane mecze. Piłkarz nie zawsze jest wzorem dla młodzieży. W naszej lidze zarabia się ogromne pieniądze i są one nieadekwatne do tego, co w zamian dostajemy. Na szczęście są wyjątki".
"Czytałem fajny wywiad z bramkarzem Lechii Gdańsk Mateuszem Bąkiem, który przeszedł drogę od VI ligi do ekstraklasy, jest związany z klubem na dobre i na złe. Pracował na dwa etaty, grał i jeszcze kończył studia".
"Taki człowiek może być przykładem dla młodych. Albo taki Jacek Zieliński, piłkarz Legii przez wiele lat, profesjonalista, a przy tym sympatyczny facet. O nich można śpiewać. Ale nie jest tak, że piszę piosenki na zasadzie: <teraz napiszę o Leszku Piszu>, chociaż może kiedyś napiszę, bo takich pomocników jak on niestety w Polsce nie ma".
"Wdowczyka mi szkoda. To, co przeżywa, to dramat. Mam od niego kalendarz podpisany, który trzymam jako pamiątkę, i go nie wyrzucę. Niech odbębni swoją karę. Dla mnie ważne są jego piękne bramki, zdobywane strzałami z 30 metrów, a nie to, że w Koronie kupował mecze" - twierdzi muzyk.
czytaj dalej











































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!