Polscy piłkarze to medialna porażka
Ze szkoleń medialnych, jakie ponad rok temu organizowała firma Orange piłkarzom ekstraklasy, pozostało niewiele. Kilku piłkarzy, którzy mówią naprawdę ciekawie do kamery, kilkunastu, których się stara i kilkudziesięciu, którym w ogóle nie zależy - mimo że kluby organizują szkolenia na własną rękę.
- Piłkarska ekstraklasa w szale transferów
- W Polsce piłkarze zarabiają za dużo
- Koniec zimowego lenistwa Ekstraklasy
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Z medialnością polskich ligowców jest nieciekawie. Ci, którzy zawsze intrygowali prasę oraz telewizję, ułatwiali pracę dziennikarzom, a kibiców elektryzowali swoimi wypowiedziami i zachowaniem, wpływając na atrakcyjność ligi, albo już dawno wyjechali za granicę albo są u schyłku kariery. A ci, którzy zostali, nie są w stanie wypełnić luki. Brakuje im charyzmy. Albo po prostu im się nie chce. "Statystyczny polski piłkarz nie ma zbyt szerokich zainteresowań, nie czyta książek, nie wychodzi poza schemat ligowego kopacza. Jego życie ogranicza się do treningów i absolutnie przeciętnych rozrywek. Dlatego nie ma zbyt wiele do powiedzenia" - uważa Konrad Pudło, szef firmy Pentagon Research, który prowadził szkolenia medialne dla kilku klubów ekstraklasy. "A jak ktoś nie ma nic ciekawego do powiedzenia, jak korzysta z utartych formułek, jak odbiorca ma wrażenie, że już to słyszał od piłkarzy X, Y i Z i coś tu zalatuje sztampą, to ten ktoś nie wypromuje ani siebie, ani klubu".
I coraz więcej klubów zdaje sobie z tego sprawę. Żaden sponsor tytularny ligi (bo takiego zresztą nie ma), nie musi im tego narzucać. Ekstraklasa i Canal+ sugerują, pouczają, mówią że warto by część z tych milionów, jakie kluby dostają z tytułu praw telewizyjnych, zainwestować w coś, co może się zwrócić w przyszłości, ale nie zapisują tego w umowie. "Nawet i bez tego na mniejsze i większe szkolenia we własnym zakresie zdecydowała się ponad połowa klubów ekstraklasy" - przekonuje Pudło.
Na Zachodzie to standard, który wszedł w życie pod koniec lat 90. Każdy nowy piłkarz włoskiej Bolognii czy hiszpańskiego Albacete musi przejść najpierw szkolenie medialne. Oczywiście, uczą go, żeby nie obrażać sponsorów i nie mówić, że król Hiszpanii jest zły, a premier dobry. Nawet jeśli piłkarz naprawdę tak myśli. Należy być poprawnym - owszem, ale przy okazji gracz uczy się też, aby mówić o tym ciekawie. W niemieckiej szkole trenerów w Kolonii nawet przyszli szkoleniowcy mają tego typu szkolenia. "Mieliśmy zajęcia z psychologii, retoryki czy monologu przed kamerą" - powiedział Dariusz Pasieka.
Polscy działacze zaczynają bywać na salonach i na konferencjach organizowanych przez UEFA. Wiedzą mniej więcej jak działy PR organizuje się w Niemczech czy Hiszpanii. Bez żadnej sugestii sponsorów wiele klubów ekstraklasy zatrudniło dyrektorów ds. marketingu z prawdziwego zdarzenia. A ci sami najlepiej wiedzą, że we Włoszech, w Niemczech czy Hiszpanii nudziarze, jeśli w piłkę grają tak sobie, są przez media ignorowani. Tylko ci, którzy są bardzo dobrymi piłkarzami, nie muszą (i najczęściej nie chcą) się wysilać - i pozwalają sobie na szablony, rutynę oraz bełkot przed kamerą. Jak boiskowy średniak chce zaistnieć albo przynajmniej do siebie nie zniechęcić, musi się popisać czymś poza boiskiem.
czytaj dalej




















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!