Czeski film o Odrze Wodzisław
Piłkarze Odry Wodzisław walczą o utrzymanie w ekstraklasie. Natomiast za drzwiami szatni trwa walka o władzę między polskimi i czeskimi udziałowcami spółki. Czesi wręcz sugerują, że PZPN powinien odebrać klubowi licencję.
- Sąd nad wiceprezesem PZPN
- Legia sprawdzi siłę Odry Wodzisław
- Odra na fali. Pokonała Piasta
- Legia przegrała w Bytomiu
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Prezes Ireneusz Serwotka zagranicznych partnerów określa mianem zorganizowanej grupy. Niewiele brakuje, by dodał - przestępczej. Opowiada o fałszowaniu podpisów i zmowie Czechów z komornikiem. - Pan Serwotka widzi dwóch pijanych żołnierzy i mówi, że całe wojsko jest nietrzeźwe - ripostuje Andrzej Surma, pełnomocnik czeskiej firmy Rovina, do której należy 20 procent akcji klubu.
ODCINEK 1
Czesi przychodzą po raz pierwszy
Na przełomie 2008 i 2009 roku firma Parimex (z kapitałem zakładowym w wysokości 100 tysięcy koron) chciała odkupić pakiet akcji spółki MKS Odra SA od stowarzyszenia MKS Odra.
- Chcieliśmy wiedzieć, kto za nią stoi. Niski kapitał wymuszał pytanie, skąd firma będzie mieć pieniądze na działalność? W końcu pan Surma wydusił z siebie, że chodzi o Juliusa Sabo. Okazało się, że ciążą na nim poważne oskarżenia. Słyszałem, że sąd skazał go na 11 lat więzienia. Do transakcji nie doszło. Ofertę w imieniu Sabo składali Martin Pulpit, Marek Zdrahal i Karel Possinger, a więc ludzie Zdenka Zlamala, szefa Roviny - opowiada Serwotka.
- Parimex ma niski kapitał, bo to firma windykacyjna. Prezes Miroslav Godula to człowiek godny zaufania. Gdy poznał prawdę na temat Sabo, wycofał się. Zdrahal i Possinger zrobili to samo. Szkoda, bo Parimex mógł przyciągnąć do klubu kilka mocnych finansowo podmiotów - przekonuje Surma.
ODCINEK 2
Odra w czeskiej uliczce
W marcu 2009 r. znowu zjawiła się trójka Zdrahal - Pulpit - Possinger.
- Tym razem chodziło o kontrakt wiązany. Rovina miała odkupić od Stowarzyszenia 20 procent akcji, a firma Albresa zawrzeć z klubem umowę na 3,5 roku i płacić nam milion rocznie. Zgodziliśmy się, bo oferta była ciekawa, a poza tym mieliśmy dość słuchania, że blokujemy zagraniczny kapitał - wyjaśnia Serwotka.
Umowa z Albresą była negocjowana z jej szefem Martinem Lafkiem. Dokument do podpisu przywiózł jednak Pulpit. Pierwszą ratę z Albresy przyniesiono do Odry... w reklamówce.
- Do dziś nie rozumiem, dlaczego Lafek podpisał umowę. Albresa potrafi zdobywać pieniądze, ale to było dla niej za wiele. Nie wrzucajmy jednak obu firm do jednego worka. Rovina kupiła akcje w marcu, natomiast Albresa umowę podpisała miesiąc później. Te dwie sprawy nie miały ze sobą związku - wyjaśnia Surma.
p


























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!