Przyleciałeś do Frankfurtu z kontuzją...
Tak, ale to raczej nic groźnego. Wczoraj rano trenowałem indywidualnie, a po południu już na pełnych obrotach razem ze wszystkimi. Nic nie powinno mi przeszkodzić w występie przeciwko Portugalii. O ile tylko Leo Beenhakker na mnie postawi - mówi "Faktowi" Matusiak.

Nikt tak naprawdę nie wie, w jakiej jesteś formie. Wszyscy się spodziewali, że zagrasz w miniony weekend w barwach Heerenveen, a tu klapa.
To prawda, też na to liczyłem. Ale jak pech, to pech. W kolejnych meczach ligowych będę już jednak do dyspozycji trenera.

Heerenveen to już nie taki raj na ziemi jak Palermo. Tam śliczna wyspa, piękne miejsca, cieplutko, a w Holandii niewielkie 28-tysięczne miasteczko. Trafiłeś więc na prowincję. Nie żal ci tego trochę?
Nie ma co ukrywać, że w Heerenveen nie będzie tak przytulnie jak we włoskim kurorcie. Tam mieszkaliśmy z żoną w pięknej okolicy, w Holandii takich widoków jak na Sycylii na pewno nie ma. Ale co z tego, że Palermo jest znakomitym miejscem do zamieszkania, ja nie byłem tam szczęśliwy. A nie byłem, bo nie grałem.

W Heerenveen będziesz szczęśliwszy?
Mam taką nadzieję. Na pewno szanse na grę w podstawowym składzie mam większe niż w Palermo. A w życiu piłkarza gra jest najważniejsza. Na piękną Sycylię zawsze mogę pojechać na urlop.

Dlaczego zdecydowałeś się akurat na Heerenveen? Przecież miałeś także inne propozycje?
Decyzję o transferze do Heerenveen podjąłem po konsultacji z Leo Beenhakkerem. Zadzwoniłem do niego po radę. Kiedyś, jak przechodziłem do Palermo, Leo nie był do końca zadowolony, bo uważał, że to nie jest dla mnie najlepsza liga. Okazało się, że miał rację.

A co powiedział ci o Heerenveen?
Powiedział, że to dobry wybór. Dlatego, że w Holandii gra się w piłkę do przodu, a to taki styl, który ja lubię najbardziej.

Portugalczycy bardzo chcą nam się zrewanżować za porażkę z Chorzowa...
Pewnie, że tak. Oni na pewno cały czas mają w głowach wynik. Tym bardziej że w tamtym spotkaniu byli od nas o kilka klas gorsi.

Remis w Lizbonie będzie według ciebie dobrym wynikiem?
Nie, bo chcemy wygrać. Przecież w Chorzowie pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie ich pokonać. Skoro zrobiliśmy to raz, to dlaczego nie moglibyśmy wygrać z nimi po raz drugi?