"Czy to dużo? Otóż nie. To bardzo dobra cena. Zważywszy na olbrzymie koszty organizacji spotkania, karty wstępu powinny być sprzedawane nawet po 800 złotych" – upiera się w rozmowie z DZIENNIKIEM Zdzisław Kręcina z PZPN. Pytany o konkretne liczby związane z opłaceniem ochrony i innych podobnych spraw traci jednak rezon. "Nieważne, nie muszę się tłumaczyć" - dodaje.

Czy aby na pewno? Przecież zwykły kibic, który chce zabrać na mecz syna, ma prawo wiedzieć, dlaczego wyda na spotkanie ze słabiutkim Kazachstanem tak dużą kwotę. Niestety, ludzie ze związku nie potrafią podać szczegółów. Zamiast operować liczbami, popisują się elokwencją. "Jakby wejściówki były tanie, DZIENNIK napisałby, że <leśne dziadki> ze związku nie potrafią zarobić na utrzymanie kadry. Jak są drogie, słyszę, że coś kombinujemy. Dziennikarzom nigdy nic nie pasuje" - oburza się Kręcina. I dodaje, że przecież zwykły fan może nabyć bilet na Kazachstan za 50, 100 i 150 złotych.

Zapomina tylko, że takowych wejściówek, zresztą też dość drogich, było tylko około 6 tysięcy, podczas gdy zapotrzebowanie na nie wynosiło kilkadziesiąt razy tyle. Kto nie zdążył kupić tańszych kart, miał wybór - albo wysupłać kilkaset złotych na droższe, albo oglądać mecz w domu. Takich problemów nie mają ludzie w cywilizowanych krajach. W USA, by obejrzeć dobry mecz NBA, trzeba zapłacić 50 dolarów (150 złotych), co nie jest dużym wydatkiem zważywszy na zarobki Amerykanów.

U nas nie dość, że trzeba zapłacić dwa razy tyle, to jeszcze ogląda się mecz na obskurnym stadionie, siedząc na niewygodnych krzesełkach. A propos meczu z Kazachstanem. Umowę na ochronę tego spotkania ma firma Zubrzycki. Ta sama, której właściciel Sylwester Z. został zatrzymany przez prokuraturę pod zarzutem korupcji. "Nie zdążyliśmy wynająć innej firmy, mieliśmy za mało czasu" - tłumaczył Zbigniew Koźmiński z PZPN. Sylwestra Z. zatrzymano w czwartek 4 października, a więc dziewięć dni przed meczem. Czy przez dobrze ponad tydzień naprawdę nie można było znaleźć zastępstwa dla jego ludzi? - pyta DZIENNIK.