Rodzice bardzo chcą mu pomóc. Zawsze chcieli. "Sypa" trafił za kratki, bo wydzierał się i groził najpierw byłej narzeczonej, później mamie. Po pijaku nikogo nie poznaje i chce się bić. Teraz jest wolny, bo była narzeczona i mama wycofały skargi. Rodzina wie, że aby uratować Igora, nie trzeba więzienia, tylko leczenia.

Niewykluczone, że na takie skieruje go sąd. Odtrucie organizmu to jednak nie wszystko. Sypniewski musi znaleźć pracę. Zacząć normalne życie, a nie tylko patrzeć, jak tu wyrwać się do kumpli z bramy. Poza grą w piłkę jednak nic nie umie. ŁKS chętnie zatrudni go jako instruktora. Pod jednym wszakże warunkiem. Nigdy już nie tknie nawet kropli alkoholu.

Tego na razie nikt nie jest w stanie zagwarantować. Nawet jeżeli sam Sypniewski o tym zapewnia. Latem, kiedy grę w pierwszoligowej drużynie zaproponował mu ŁKS, też obiecywał: "Wytrzymam bez alkoholu".

Nie wytrzymał. ŁKS załatwił mu prawnika i psychologa. Ten drugi nie ma złudzeń: "Do Igora wciąż nie dociera, że ma poważny problem i bez jego dobrej woli wszystkie starania i leczenie niewiele dadzą" - mówi.

Trzydzieści dni bez alkoholu i za kratkami zmusiły jednak była piłkarską gwiazdę do refleksji nad sobą. "Pobyt tutaj dobrze mi zrobił" - miał powiedzieć w areszcie Sypniewski. Oby tak było naprawdę.