Najpierw paskudnie rozbita głowa, a teraz kontuzja, która wyklucza pana z meczów z Belgią i Serbią.
Wolałbym drugi raz rozwalić głowę tak jak w meczu z Legią, albo jeszcze mocniej. Poleci trochę krwi i to wszystko... To mnie nie przeraża. Po prostu chciałbym doznać takiego urazu, po którym mógłbym wziąć środki przeciwbólowe, jakiś zastrzyk i grać dalej. Mecze z Belgią i Serbią miały być najważniejszymi w moim życiu... Po tym feralnym spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec trafiłem do szpitala. Tam zrobiono mi wszystkie możliwe badania. Szczęście w nieszczęściu, że nie naruszyłem żadnych mięśni więzadeł. Tylko - choć to może głupio brzmi - złamałem kostkę.

Ostatnio coraz częściej ze stadionu wędruje pan do szpitala...
No tak, po meczu z Legią też tak było. Jakieś pechowe te ostatnie dwa tygodnie.

A może za ostro pan gra?
Moja pozycja na boisku tego wymaga. Nie unikam kontaktu z rywalem, czasami go wręcz szukam. I kiedy wrócę do zdrowia, tak będzie dalej. W meczu z Zagłębiem pech polegał na tym, że zderzyliśmy się z rywalem kostkami. Moja nie wytrzymała. Słyszałem nawet, że coś chrupnęło. Inna sprawa, że grałem jeszcze pięć minut, bo nie czułem bólu. Dopiero potem zaczęło mnie boleć tak bardzo, że nie mogłem nawet stanąć na tej nodze.

Musiał pan w ogóle grać w tym meczu?
Przed spotkaniem zastanawialiśmy się nad tym z trenerem. Uznaliśmy, że zagram 45 minut. To była też moja decyzja, do nikogo nie mogę mieć pretensji. Cóż, mądry Polak po szkodzie.

Zamiast z boiska, mecz z Belgią obejrzy pan z trybun.
Pewnie tak. Pięć tygodni będę miał nogę w gipsie, potem rehabilitacja. W tym roku na boisko już nie wyjdę, ale od stycznia powinienem normalnie trenować z zespołem. Najważniejsze, że mam w kostce pełen zakres ruchu, a to oznacza, że raczej bez problemów wrócę do gry. Co do kadry - jestem pewny, że sobie poradzą i w środę będziemy świętowali awans do finałów mistrzostw Europy. Pewnie wpadnę jeszcze do chłopaków na zgrupowanie do Wronek, spotkam się z trenerem.

Pan już miał kiedyś złamaną nogę.
W porównaniu z tamtym urazem, teraz to drobnostka, prawie że zadrapanie. Wówczas wszystko w nodze było zmasakrowane, rok dochodziłem do siebie. Dlatego nie wpadam w depresję. Dwa miesiące odpocznę i wracam.