Niedzielny „The Times” napisał, że cała Kraciasta Armia (Tartan Army – stowarzyszenie fanów reprezentacji Szkocji) podczas Euro 2008 będzie kibicować reprezentacji Polski. Co z tego wynika? Generalnie nic szczególnego. Poza tym oczywiście, że Szkoci chcą na Polakach zarobić. Na zdrowych zasadach. Polski kibic jest znany ze swojego zamiłowania do futbolu, barw narodowych i wszelkiego rodzaju trunków. Wszystko to można dobrze sprzedać. Szkoci wysłali więc Polakom jasny sygnał – nie będziemy wam przeszkadzać, czujcie się jak u siebie w domu, pomożemy wam, stworzymy idealne warunki. Tylko bawcie się razem z nami. Podobnie uczynili Anglicy.

Ci już kilka lat temu zorientowali się, że polscy kibice to świetny biznes (albo sposób na ratowanie biznesu). Jesteśmy w typowo angielskim pubie – Walkabout, w centrum Sheffield. Polaków na razie nie widać. Gdy kelner zauważa, że rozmawiamy po polsku, podchodzi i proponuje lepszy stolik. To nic, że ktoś przy nim teraz siedzi. Goście z Polski są ważniejsi. Za piwo płacimy półtora funta, chociaż Anglik za to samo płaci dwa funty. Telewizję też mamy w zestawie taką, jaką chcemy. Na wielkim telebimie kilkunastu Anglików ogląda mecz miejscowej drużyny. "Panowie chcą obejrzeć co innego? Nie ma problemu. Mamy nawet ligę polską. Proszę bardzo, już przełączam" – mówi kelner. Nie zwraca uwagi na Anglików. Polacy ważniejsi.

"Takich miejsc jak to, jest w Anglii mnóstwo. W samym Sheffield znam kilka pubów i restauracji, których angielscy właściciele robią wszystko, aby przyciągnąć Polaków. Organizują karaoke z polskimi przebojami, sprowadzają polskie, tanie piwo, rozdają polskie flagi i organizują Polakom wspólne oglądanie meczów" – opowiada nam Ben Starosta, polski piłkarz urodzony w Anglii. "Czasami jest tak, że wchodzę do restauracji, mówię po polsku <dzień dobry>, potem <poproszę piwo> i mam jak w raju. Wcale się nie przyznaję, że znam tylko parę polskich zwrotów i tak naprawdę większy ze mnie Anglik niż Polak. Po prostu nie opłaca się".

Jak podało Radio London, Polacy, którzy nie wrócili do ojczyzny i nie potrafią powiedzieć, kiedy i czy w ogóle wrócą, wydają w Anglii coraz więcej na rzeczy, które w powszechnym mniemaniu nie są niezbędne do przeżycia. Nie tylko na piwo, ale i na przykład na sportowe koszulki. "Sprzedaż koszulek polskiej reprezentacji to dla Anglików dobry biznes. W trakcie Euro 2008 będzie biznesem znakomitym" – mówi Jerzy Klein, były menedżer klubu White Eagle. "Koszulki są drogie jeśli weźmiemy pod uwagę ile kosztują w Polsce, ale nikt tutaj nikogo nie okrada. Przeciwnie – Anglicy robią nam przysługę, bo sprowadzenie oryginalnego towaru, zrobienie reklamy i wykonanie paru innych niezbędnych rzeczy kosztuje ich sporo zachodu".

W samym Lincoln jest kilka sklepów, w których można kupić koszulkę polskiej reprezentacji. Sprzedawcy wychodzą z założenia, że na Euro 2008 w tej samej grupie, co Polska grają znienawidzeni przez angielskich kibiców Chorwaci i Niemcy, więc koszulki z białym orłem będą popularne nie tylko wśród polskiej mniejszości, ale i wśród Anglików. "Klientów będziemy mieć co najmniej do lipca" – cieszy się Danny Maloney ze Sports Direct w Lincoln. Za jedną koszulkę polskiej reprezentacji bierze 35 funtów. Klientów ma mnóstwo.

Na Polakach chcą także zarobić brytyjskie kluby. Grający w League Two Rochdale AFC wyszedł ze specjalną inicjatywą dla polskich kibiców – ci, którzy na dany mecz przyprowadzą ze sobą największą liczbę przyjaciół (najlepiej też Polaków) otrzymają status „Superfana” i nagrodę o wartości tysiąca funtów. Niektórzy Superfani dostaną także oficjalny numer zawodnika Rochdale i wezmą udział w sesji fotograficznej razem z prawdziwymi piłkarzami. "Chcemy w ten sposób wychować sobie nową rzeszę kibiców. Wiem, że Polacy znani są z przywiązania do barw klubowych. Mam nadzieję, że się na nich nie zawiedziemy" – powiedział „Dziennikowi” Mike Brookes, rzecznik prasowy Rochdale.

Takich klubów jak ten, walczących w jakiś sposób o popularność wśród polskiej mniejszości, jest w Anglii bardzo dużo (według Radio London kilkadziesiąt). W Szkocji trochę mniej, ale tam też dba się o Polaków. Peterhead FC przygotował specjalne reklamy w języku polskim, zapraszające na mecze. Klub zatrudnił także bramkarza Michała Kulę i napastnika Konrada Koźmińskiego, aby przyciągali rodaków na trybuny, a przy okazji trenowali polskie dzieci. Pomysł Peterhead podchwyciły dwa inne kluby – Dundee United i Livingston. Oba organizują specjalne zajęcia wyłącznie dla polskich nastolatków. Tym chłopcom, którzy zostaną w klubie na dłużej, proponowane jest specjalne stypendium, a ich rodziom – pomoc socjalna i zniżki w sklepach należących do sponsorów klubu.

"Brytyjczycy lepiej traktują polskiego kibica niż Polacy" – mówi Bartosz Białkowski, bramkarz Southampton. "Tutaj kibic jest dobrem szczególnym, a nie złem koniecznym. Przyjeżdżajcie!"