Beenhakker zaczytuje się w tzw. psychologii duchowości. Mówiąc ogólnie, jej idea polega na wmawianiu piłkarzom, że są najlepsi, a w najgorszym wypadku lepsi, niż do tej pory myśleli. O dużej psychologicznej wiedzy Beenhakkera wypowiadał się co drugi kadrowicz i co trzeci działacz. Do tej pory metody Holendra skutkowały, choć pamiętajmy, że nie zawsze. Polakom zdarzały się także wpadki, i to z piłkarzami, od których – jak sądzili – byli lepsi. Poza tym trudy wielkiego turnieju odczuwają nie tylko nogi, ale i głowa. Czy wobec tego nie warto byłoby zatrudnić w kadrze psychologa?

"A po co? Najlepszym psychologiem jest boss. To mistrz motywacji" - uśmiecha się menedżer kadry Jan de Zeeuw. "Sztab kadry jest już skompletowany. Nie dołączy do niego żadna nowa osoba, a już na pewno nie psycholog, czy osoba odpowiedzialna za motywację. Leo Beenhakker pełni obie te funkcje".

Brak zawodowego psychologa w kadrze nie można tłumaczyć skąpstwem PZPN. "Jeśli Leo zażyczy sobie mieć taką osobę, na pewno ją zatrudnimy, nie ma problemu" - mówi prezes związku Michał Listkiewicz.

Nie można też tego tłumaczyć niechęcią piłkarzy do specjalistów od psychiki sportowców. Większość z kadrowiczów jest przyzwyczajona do obcowania z psychologami i zadowolona ze współpracy. Dlaczego więc Leo nie chce w kadrze psychologa?

Może po prostu nie zdaje sobie z zagrożenia? Po nieudanych dla Polski mistrzostwach świata w Niemczech zespół psychologów w Polskim Komitecie Olimpijskim doszedł do wniosku, że Polacy po prostu nie poradzili sobie ze stresem i presją. Gdyby mieli pod ręką psychologa, być może nie drżałyby im nogi w momencie, gdy przegrywali z Ekwadorem, czy remisowali z Niemcami.

"W kadrze Beenhakkera powinien być psycholog. Taki człowiek potrafi na wszystko spojrzeć z boku, wykorzystać swoją nietuzinkową wiedzę. On na pewno nie zaszkodzi, a może pomóc" - powiedział Marcin Kochanowski, który był psychologiem w polskiej kadrze piłkarzy ręcznych, gdy ta zdobywała wicemistrzostwo świata.

Nie tylko Paweł Janas nieopatrznie zrezygnował z rad psychologa. Jego pomocy nie chciał także Raul Lozano. Po zdobyciu srebrnego medalu przez naszych siatkarzy w 2006 roku pojawiły się sugestie, że kadra potrzebuje kogoś, kto potrafiłby dotrzeć do zawodników w decydującym momencie. Lozano nie posłuchał. Efekt? 11. miejsce w mistrzostwach Europy rok później. Oczywiście nie każdą porażkę można tłumaczyć brakiem psychologa w kadrze, ale kilku zawodników dało do zrozumienia, że z nim byłoby łatwiej.

Rozsądnych trenerów nie brakuje. Niestety, wśród rywali. Selekcjoner reprezentacji Niemiec Joachim Loew, choć to bardzo utalentowany człowiek, nie wszystko chce kontrolować sam. Jego mądrość polega między innymi na tym, że dobiera sobie znakomitych doradców i specjalistów od tych dziedzin, w których mistrzem się nie czuje. W sztabie reprezentacji Niemiec w charakterze konsultanta zatrudniony jest Bernhard Peters, były trener niemieckich hokeistów. Ma dbać o odpowiednią motywację. Pomaga mu psycholog sportu Hans-Dieter Hermann, który ze skromnego i cichutkiego Philippa Lahma zrobił pewnego siebie gwiazdora i który na powrót wszczepił Niemcom mentalność zwycięzców.

"Hans jest niesamowity. To chyba on przed meczem z Polską na ostatnich mistrzostwach świata podpowiedział Juergenowi Klinsmannowi, aby nakazał swoim piłkarzom powtarzać ciągle „rozbijemy Polaków”, „jesteśmy lepsi” i tego typu rzeczy. Poskutkowało" - mówi nam Urs Siegenthaler, szef skautingu w reprezentacji Niemiec.

Z pomocy psychologa korzysta także trener Chorwatów Slaven Bilić, choć ten ma już ogromną wiedzę - czerpie ją z książek amerykańskich specjalistów. Swojego speca od motywacji i radzenia sobie ze stresem ma także reprezentacja Austrii. I to nie byle jakiego.

"Jest profesorem uniwersytetu w Salzburgu. Opiekował się między innymi naszymi żeglarzami, którzy zdobyli już kilka medali" - mówi „Dziennikowi” rzecznik prasowy reprezentacji Austrii Peter Klinglmueller. "Szczerze mówiąc to cieszymy się, że w waszym sztabie nie ma psychologa. Nie sprostacie tej atmosferze na stadionie w Wiedniu…"