"Wiem, że zapuka do mnie policja"
Walka z korupcją była jednym z głównych punktów programu Grzegorza Laty. Nowy prezes PZPN najwyraźniej szybko zapomniał o swoich przedwyborczych obietnicach, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że w nowym zarządzie związku znalazł się Henryk Klocek, którego nazwisko wiązane jest z aferą korupcyjną w Arce Gdynia. "Szczoteczkę i garnitur już mam przygotowany. Ale śpię spokojnie, choć wiem, że pewnego dnia policja może do mnie zapukać" - mówi sam zainteresowany.
- Koledzy z PZPN wezmą Klocka w obroty
- FIFA mówi bukmacherom "nie"
- Już pierwszego dnia Lato spóźnił się do pracy
- Schetyna do Laty: Nie radzę zmieniać Beenhakkera
- Beenhakker: Mam ten sam cel, co prezes
- Piłkarska mafia usłyszała 800 zarzutów
- Kogo pogrąży członek zarządu PZPN?
- Były klub Schetyny pod lupą prokuratora
- Drzewiecki: Skład zarządu PZPN to kpina
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 23°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Czy "Książę północy" - jak w środowisku nazywany jest Klocek - będzie kolejnym zatrzymanym w aferze korupcyjnej? Niewykluczone. Nazwisko tego działacza przewija się w procesie Arki Gdynia podejrzanej o kupienie 41 spotkań w latach 2003-2006. Klocek podobno miał pomagać gdynianom w załatwianiu dojść do arbitrów sędziujących mecze Arki. Oczywiście za pieniądze.
Sam Klocek wszystkiemu zaprzecza, ale fakty są nieubłagane. W końcu wsypał go sam "Fryzjer".
"To Klocek poznał mnie z byłym prezesem Arki Jackiem M." - powiedział na procesie we Wrocławiu Ryszard F. "Głównodowodzącym na Pomorzu jest właśnie Henryk Klocek. On dzieli i rządzi, a nie ten harcerz Jacek M. Pewnego razu prezes Arki przywiózł mi paczkę z pieniędzmi do Kołobrzegu. Potem przyjechał Klocek, aby ją odebrać. Mówił, że jemu nie wypada brać bezpośrednio od Arki, stąd moje pośrednictwo" - tłumaczył "Fryzjer".
Klocek kontaktów z "Fryzjerem" się nie wypiera, ale zapewnia, że nigdy nie było między nimi mowy o "załatwieniu" awansu Arce. Była za to mowa o... szczotkach. "Nasza firma produkująca meble współpracuje ze Szczotpolem z Wronek, który robi szczotki do czyszczenia rdzy. "Fryzjer" dzwonił do mnie i nalegał na spotkanie, bo chciał mnie przekonać, abyśmy zakończyli współpracę ze Szczotpolem i związali się z firmą jego brata, która zajmuje się tym samym. Mówiłem mu: Zobaczymy, proszę przysłać ofertę, a jak będę gdzieś przejeżdżał, to się spotkamy" - tłumaczy "Gazecie Wyborczej".
Co ciekawe, rozmowy o szczotkach były bardzo burzliwe, panowie wykonali prawie 300 telefonów. Mimo to nie doszli do porozumienia i z podpisania umowy wyszły nici. "Książę północy" przyznał, że rozmawiali jeszcze o sprowadzeniu samochodów z zagranicy, ale nigdy o korupcji. "Kiedy tak się przechwalał znajomościami, to czasami zastanawiałem się, czy ich nie wykorzystuje. Choć z drugiej strony jego słów nigdy nie brałem do końca na poważnie. Bo on był taki... bajarz" - wspomina Klocek.












































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!