"Zmyliła nas estońska liga" - stwierdził trener Wisły w poniedziałkowe popołudnie. "Levadia wygrała dwa mecze, które oglądał Rafał Janas. Rozgrywała je ze słabymi przeciwnikami i to zaciemniło obraz. W europejskich pucharach potrafili jednak wygrać z Crveną Zvezdą i potwierdzili, że potrafią dobijać do średniego, europejskiego poziomu. Poprzedni tydzień pozwolił nam opanować emocje i przede wszystkim wierzę, że poprawimy rozegranie piłki. Ufam, że w Tallinie będziemy bardziej skuteczni i stworzymy więcej klarownych sytuacji niż w pierwszym meczu".

>>>Kompromitacja! Nawet niebo płakało nad Wisłą

Zdanie, że profesjonalny sztab szkoleniowy nie rozpoznał dobrze przeciwnika, nie zabrzmiało specjalnie poważnie, nawet jeżeli zostało później uzupełnione najróżniejszymi usprawiedliwieniami. Skorża wczoraj też stwierdził: " Levadia to nie jest outsider. Ta drużyna nie odbiega poziomem od strefy środkowej w polskiej ekstraklasie. Wcześniej mówił jednak, że to klub zbliżający się do średniego poziomu, ale europejskiego. To chyba nie to samo. Chyba że Skorża tak wysoko ocenia naszą ligę".

Do stolicy Estonii krakowianie pojadą w niemal najsilniejszym składzie. Jedynym, którego zabraknie, będzie Peter Singlar. Słowak przeszedł u siebie w ojczyźnie zabieg i do treningów wróci mniej więcej za miesiąc. To i tak dobra wiadomość dla zwolenników talentu tego zawodnika. Istniało podejrzenie, że Słowak zerwał więzadła, ale na szczęście uszkodził tylko łąkotkę.

Wiadomo już, że Skorża będzie miał do dyspozycji wracających do zdrowia Mariusza Jopa, Wojciecha Łobodzińskiego i przede wszystkim kapitana, oraz podporę linii obrony - Arkadiusza Głowackiego, który nie zagrał w pierwszym meczu.

Może dlatego trener Wisły przed rewanżem nastrojony jest raczej pozytywnie. "Każdy mecz w pucharach niesie za sobą ogromną presję. Naszym celem jest awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów lub Ligi Europejskiej. Nie zakładamy, że nasza przygoda skończy się już teraz. Skupiamy się tylko na tym, żeby wygrać w Tallinie" - mówił szkoleniowiec mistrza Polski.

Po pierwszym meczu najbardziej chwalonym przez media i kibiców Wiślakiem był nowy zawodnik ze Słowenii - Andraż Kirm. Krakowianie szukają kolejnych nowych zawodników. Tradycją już niemal się stało, że Wisła szuka latem bramkarza. Tym razem z drużyną trenuje 30-letni Czech Petr Vasek. "Sprawia korzystne wrażenie" - ocenił zawodnika Banika Ostrawa szkoleniowiec. " Być może będziemy chcieli, żeby został z nami do końca tygodnia".

Oprócz Czecha pod Wawelem sprawdzany jest także prawy obrońca rodem z Urugwaju - Pablo Alvarez Menedez. W chwili obecnej piłkarz jest zawodnikiem spadkowicza z włoskiej Serie A - Regginy. Wisła zainteresowana jest rocznym wypożyczeniem jednokrotnego reprezentanta Urugwaju z opcją pierwokupu. Jak przyznał szkoleniowiec, obrońca już od jakiegoś czasu znajduje się na liście życzeń klubu. "Alvarez przez ostatnie pół roku stracił miejsce w składzie. Już zimą przymierzaliśmy się do tego zawodnika, jednak wtedy nie można go było pozyskać. Teraz sytuacja się zmieniła".

Złą wiadomością dla wszystkich kibiców jest natomiast to, że żadna ze stacji telewizyjnych (zarówno w Polsce, jak i Estonii) nie przeprowadzi transmisji ze spotkania z Levadią. Mecz rozpocznie się jutro o godzinie 18.