PZPN na swojej oficjalnej stronie internetowej poinformował, że Ministerstwo Sportu przyznało się do błędu i nie miało prawa wprowadzać do siedziby związku kontroli badającej dokumenty w sprawie przyznawania licencji dla klubów ligowych.

Mirosław Drzewiecki: Bzdura, kontrola trwa, wydali wszystkie dokumenty, o które poprosiliśmy, a nawet więcej.

Co ma zatem oznaczać ten komunikat?

Celowo wprowadzają opinię publiczną w błąd.

Czyli ciepłe ostatnio stosunki między panem a prezesem PZPN Grzegorzem Latą uległy ochłodzeniu?

Myślę, że z panem prezesem wciąż dobrze się dogadujemy. W związku jest jednak wciąż grupa, której zależy na wojnie medialnej. Mają z dziewięciu doradców PR-owskich i oni prześcigają się w pomysłach na kreowanie polityki związku. Najdziwniejszy jest jednak argument, że wniosków licencyjnych nie można badać, bo UEFA na to nie pozwala. Otóż UEFA w ogóle nie interesuje się licencjami dla naszych klubów. Oni nawet nie stawiają warunku, aby stadiony były oświetlone, czego wymaga PZPN. UEFA przygląda się klubowi, dopiero gdy ten ma uczestniczyć w rozgrywkach międzynarodowych pod jej auspicjami.

Ale decyzji w sprawie licencji czy też opóźnienia rozgrywek ministerstwo zwyczajnie podjąć nie mogło...

Oczywiście, że ja nie mogę tego zrobić i nie mam takiego zamiaru. Ale możemy prześledzić proces licencyjny. Chcemy wiedzieć, na jakich zasadach jeden klub dostaje licencję, a drugi nie. Według naszej obecnej wiedzy to wszystko w zbyt dużej mierze zależy od uznaniowości. Jednym słowem, zasady nie są precyzyjne. Decyzje mogą zostać podjęte na zasadzie jakiegoś kaprysu albo sympatii. Tak być nie może. Trzeba to wszystko spisać i uściślić. Nie twierdzę, że ŁKS zasłużył na licencję na grę w ekstraklasie. Jednak gdyby do wszystkich klubów przykładać tą samą miarę, to pozwolenia na grę nie powinno dostać jeszcze pięć czy sześć innych klubów.

I dlatego wprowadził pan kontrolę do PZPN?

Skoro wiceprezydent Łodzi złożył zawiadomienie w tej sprawie do prokuratury, to ja po prostu miałem obowiązek, aby sprawie się przyjrzeć. I nie ma żadnego znaczenia, że pochodzę z Łodzi. To jest zwykły zbieg okoliczności. Podobnie postąpiłbym w każdym innym przypadku.

I co się stanie, jeśli w wyniku tej kontroli okaże się, że np. Cracovia niesłusznie dostała licencję?

Prokuratura rozliczy ludzi, którzy za to odpowiadali.

Czy przy okazji kontroli ministerstwo przyjrzy się też kontraktowi na sprzedaż praw telewizyjnych i marketingowych do polskiej reprezentacji na najbliższych dziesięć lat, firmie SportFive? Ta decyzja podjęta w niejasnych okolicznościach wzbudzała sporo wątpliwości.

Trzeba to sprawdzić. I cieszę się, że media stawiają takie pytania. Mnie zaskoczyło, że te prawa sprzedano na tak długo. Przecież nie wiadomo, jaką wartość będzie stanowiła polska drużyna za pięć lat. Po mistrzostwach Europy koniunktura może się znacznie poprawić. Sporo jest dziwnych sytuacji w polskiej piłce. Ekstraklasa SA nie chciała podpisać kontraktu na sponsora ligi za czterdzieści milionów, a teraz słyszę, że zgodzą się za sumę o połowę mniejszą.

Pan też strzelił sobie w stopę tymi premiami dla szefów spółki PL.2012.

Nie rozumiem tych pretensji. To nie były żadne premie, tylko kwoty, które mieli zawarte w umowach o pracę przed jej podjęciem. Oni w większości przychodzili z firm, które płaciły im znacznie więcej. Wybrałem takich a nie innych ludzi, bo wolę zapłacić fachowcom trochę więcej, żeby działali tak profesjonalnie, aby oszczędzić wiele milionów, niż tańszych, którzy nie będą potrafili zarządzać, i przez ten brak wiedzy wydatki się zwiększą. Tymczasem zrobiono z tych w większości 35-letnich chłopaków złodziei. Teraz to ja mam problem, jak ich utrzymać. Ich matki zadają im pytania w stylu: „Synu, przecież oni piszą, że ty kradniesz”.

Jak wygląda naprawdę sprawa organizatora meczu finałowego mistrzostw Europy w 2012 roku? PZPN wysłał niedawno komunikat, że międzynarodowe centrum nadawcze będzie podczas mistrzostw usytuowane w Warszawie. To może oznaczać, że Kijów nie będzie gospodarzem finału. Dotychczas podczas Euro takie centrum zawsze znajdowało się w mieście, w którym rozgrywany jest mecz o złoty medal.

Zacznijmy od tego, że ta informacja UEFA była poufna i nie powinna być ujawniona. Znowu pospieszyli się spece od wizerunku PZPN. Podając taki komunikat, wyszli przed szereg i chcieli pokazać się w dobrym świetle. Później ta informacja zresztą szybko zniknęła. My będziemy jednak fair. Umówiliśmy się z UEFA, że niczego nie komentujemy, bo wiadomo, jak się sprawy mają na Ukrainie, i do 30 listopada może zapaść jeszcze sporo decyzji.