ARTUR SZCZEPANIK: Wyjaśnił już pan z Leo Beenhakkerem sprawę nieobecności na zgrupowaniu w RPA? Selekcjoner tylko pana wymieniał z nazwiska i mówił, że jest zawiedziony pańską postawą.

MARIUSZ LEWANDOWSKI: Nie chcę do tego wracać. To była moja decyzja i już sobie nie zaprzątam tym głowy. To już historia. Nic ważnego. Teraz mamy inne cele i musimy iść do przodu. Chcemy awansować do mistrzostw świata i temu jest teraz wszystko podporządkowane.

Za niespełna miesiąc gracie dwa mecze eliminacyjne. Czy bliskość tych terminów spowodowała, że na zgrupowaniu stawiliście się w komplecie? Nikt już na nic nie narzeka jak przed wyjazdem do RPA. Są mecze towarzyskie mniej i bardziej ważne?

Wiadomo, jaka to była sytuacja i jak to wszystko było organizowane. Miałem wtedy, 31 maja, mecz pucharowy na Ukrainie, więc do RPA dotarłbym później niż wszyscy - 3 czerwca, dwa dni przed meczem z gospodarzami przyszłorocznych mistrzostw świata. To z mojej strony nie było za ciekawe - dotrzeć na miejsce dwa dni przed meczem, po trzech dniach podróży. Okoliczności rodzinne też spowodowały to, że nie poleciałem. Koniec tematu. Z Beenhakkerem już dawno wszystko wyjaśniłem. Rozumiem go, że wtedy był zły, bo każdy trener chce mieć do dyspozycji jak najwięcej zawodników. Wtedy wypadło nas kilku, były kontuzje i inne wypadki losowe, ale za kolegów nie będę się wypowiadać.

Chyba rzeczywiście Leo już o wszystkim zapomniał, bo ostatnio powiedział, że Mariusz Lewandowski to taki bulterier tej reprezentacji.

Gram na takiej pozycji, że muszę walczyć i odbierać piłki, wspierać tę drużynę także od strony ducha walki. Cieszę się, że trener darzy mnie dużym zaufaniem. Ja nogi nigdy nie odstawiam. Nawet głowę wsadzam tam, gdzie inny zawodnik nie wsadziłby nogi. Wychodząc na boisko, staram się zawsze grać tak, żeby potem nie mieć do siebie pretensji. Nawet jak przegramy, bo byliśmy słabsi, to się z tym godzę. Nie ma mojej zgody na to, że przegrywamy z kimś, bo zabrakło ambicji albo woli walki. Teraz musimy właśnie tak grać, żeby awansować do mistrzostw. Musimy zrobić wszystko, na co nas stać, żeby później nie pluć sobie w brodę. Lubię po meczu rozmawiać z podniesioną głową.

Po odpadnięciu Szachtara w eliminacjach Ligi Mistrzów z FC Timiszoara chyba trudno nosić głowę wysoko?

Kadra i klub to są dwie zupełnie inne rzeczy. Przyjeżdżając na zgrupowanie, w stu procentach koncentruję się na meczu reprezentacji. To, co dzieje się w klubie, to dla mnie zupełnie inna bajka i podczas zgrupowania nie zaprzątam sobie tym głowy. Klub to klub. Tam niepowodzenia często się zdarzają, to jest wkalkulowane w nasz zawód. Jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz. Ale będę się tym martwić po powrocie do Doniecka.

Zawód waszemu właścicielowi Rinatowi Achmetowowi i kibicom sprawiliście jednak duży.

Zgadza się. Dla nas wszystkich ta porażka to wielki zawód. Jesteśmy drużyną, która w bardzo dobrym stylu wywalczyła Puchar UEFA. Jeżeli taki klub później przegrywa w eliminacjach Ligi Mistrzów z Timiszoarą, to na pewno nie jest to miłe. Tym bardziej że w obu meczach byliśmy zespołem zdecydowanie lepszym. W Doniecku mogliśmy zdobyć sześć bramek, a zdobyliśmy tylko dwie i na dodatek tyle samo straciliśmy. W rewanżu Rumuni się zamurowali, nie potrafiliśmy na to znaleźć sposobu i zasłużenie odpadliśmy z rozgrywek.

Dlaczego w drugim meczu pan nie wystąpił? Chyba trener Lucescu wiedział, że czeka was mecz walki, a w takim spotkaniu na pewno by pan się przydał.

Trener zdecydował inaczej i nic nie mam na ten temat do dodania. Przewidywać, w jakim składzie zagramy następne spotkanie, to jak grać w totka. Wygrać będzie trudno. Na mojej pozycji jest pięciu zawodników, którzy mogą występować jako defensywni pomocnicy.

A nie jest tak, że w waszym zespole jest za dużo Brazylijczyków?

Jest ich dużo i oni zawsze mają pewne miejsce w składzie. Tak jest ustawiona nasza gra - z przodu fantazja i finezja Brazylijczyków, a z tyłu ludzie od czarnej roboty.

Słyszałem, że miał pan bardzo dobrą propozycję z Zenitu Sankt Petersburg. Dlaczego został pan w Szachtarze?

Nie potwierdzę, z jakiego klubu, bo to nie ma sensu, skoro do transferu nie doszło. Powiem tylko, że to naprawdę mocny klub i że byłem naprawdę blisko odejścia. Wszystko było dogadane, miałem jechać tylko na testy medyczne. Dostałem jednak telefon, że rozmowy zostały zerwane. Nawet sam Lucescu był zaskoczony, że zostałem w Szachtarze. Ale nie ma problemu. Zostaję w Doniecku. Mam jeszcze dwa lata kontraktu, na nic nie narzekam, najwyżej wypełnię umowę do końca.

A Lucescu też zostanie?

To nie jest pytanie do mnie.To bardzo dobry trener i nie ma co go skreślać. Rok temu nie mogliśmy zwyciężyć w ośmiu spotkaniach z rzędu i wszyscy wieszali na nim psy. Potem jednak zdobyliśmy Puchar UEFA i wszyscy go chwalili. Tak jest w piłce, takie jest życie. Trzeba umieć czasem przegrywać i potem się z tego podnieść.

A jak stadion Szachtara? Jest już chyba gotowy.

Rewelacja. Naprawdę. 29 sierpnia będzie uroczyste otwarcie. Zapraszam. Przyjeżdżajcie i oglądajcie. Na otwarcie będzie wielka feta. Meczu nie zagramy, bo dzień wcześniej w Monako gramy przeciwko Barcelonie w spotkaniu o Superpuchar.