W Białymstoku Wdowczyk postara się odzyskać, zszarganą ostatnio, sławę skutecznego szkoleniowca, no i przy okazji solidnie zarobi - około 40 tysięcy złotych miesięcznie - dowiedział się "Fakt".

Białostoccy kibice mają już dość trenera-nieudacznika Ryszarda Tarasiewicza. Zamiast prowadzić Jagiellonię do ekstraklasy, co rusz się kompromituje. Jego piłkarze w sześciu wiosennych meczach wymęczyli zaledwie 7 punktów i "Jaga" ma coraz mniejsze szanse na bezpośredni awans (zajmuje trzecie miejsce w tabeli, oznaczające grę w barażach).

Dopóki jeszcze nie wszystko stracone, szefowie postanowili gasić pożar, stąd pomysł z Wdowczykiem. Szefów Jagiellonii nie odstrasza nawet to, że ostatnio nie miał on powodów do dumy. Miał zbudować wielką Legię, walczącą w europejskich pucharach, tymczasem jego drużyna kompromitowała się przegrywając np. z trzecioligową Stalą Sanok czy słabiutkim Górnikiem Zabrze.

A może Wdowczyk w towarzystwie żony robił ostatnie zakupy przed wyjazdem do Białegostoku? Nie będzie miał daleko, bo to niecałe 200 kilometrów. "Wdowiec" uwielbia samochodowe podróże - ujawnia "Fakt".

Będąc szkoleniowcem Korony Kielce również dojeżdżał na treningi ze stolicy. Tylko po co mu ta zgrzewka wody? Naprawdę nie trzeba robić zapasów. W Białymstoku też są sklepy, a poza tym mają tam "ofiarne społeczeństwo", co znamy z filmu "Piłkarski poker"...