Spokojnie z tą życiową formą - śmieje się Saganowski. "Podobną dyspozycję prezentowałem już w zeszłym roku w Portugalii, a kiedyś w Legii strzeliłem 17 goli w sezonie" - mówi piłkarz.

Z polskich napastników lepszą skutecznością może pochwalić się tylko klubowy kolega Saganowskiego, Grzegorz Rasiak, który ma na koncie 18 bramek, ale przy takiej dyspozycji byłego napastnika Legii ciężko mu będzie ten dorobek poprawić.

Także występujący w Grecji inny eks-legionista Marcin Mięciel strzelił więcej bramek (14) niż Saganowski. On jednak, podobnie jak Rasiak, na swój strzelecki dorobek pracuje od początku sezonu, natomiast ich kolega wszystkie gole zdobył w rundzie wiosennej. Jesień spędził bowiem na ławce rezerwowych francuskiego słabeusza – Troyes.

Chociaż do tego klubu przychodził z portugalskiej Vitorii Guimaraes jako najdroższy piłkarz w historii klubu, wyjazd okazał się wielkim nieporozumieniem. "Przez pół roku nie dostałem prawdziwej szansy" - mówi. "Grałem końcówki, po kilka minut. Wreszcie zdecydowałem się na szczerą męską rozmowę z trenerem i od tamtego czasu już nie w ogóle nie grałem. Wypożyczenie do Southampton okazało się zbawienne" - cieszy się "Sagan".

Dziś wspomnienia z Ligue 1 wydają się tylko złym snem, a Saganowski imponuje formą. W polskich mediach od dłuższego już czasu dziennikarze domagali się powołania go do kadry, ale Leo Beenhakker ze współpracownikami jakby nie dostrzegali skuteczności 28-latka. Do czasu. Ostatnio Southampton wizytował asystent selekcjonera, Dariusz Dziekanowski. Obserwował z trybun porażkę Świętych z Birmingham 1:2. Saganowski strzelił jednak w tym meczu gola i zaprezentował się bardzo dobrze. Gdyby koledzy byli skuteczniejsi, to Polak zapisałby jeszcze na koncie kilka asyst, a zespół Southhampton nie przegrałby drugiego spotkania z rzędu.
Z kręgów bliskich sztabowi trenerskiemu reprezentacji dotarła do nas informacja, że Saganowski może być pewien powołania na czerwcowe mecze kadry. Oczywiście jeżeli nie przytrafi mu się drastyczna obniżka formy albo inna katastrofa. "Jeżeli tak się faktycznie stanie i otrzymam wezwanie na zgrupowanie, to życzyłbym sobie tylko jednego: by wreszcie dostać prawdziwą szansę. Kolejni selekcjonerzy owszem powoływali mnie, ale zazwyczaj grałem końcówki. A nawet moje dobre występy niczego nie gwarantowały. Jak choćby za kadencji Pawła Janasa, kiedy strzeliłem Azerbejdżanowi dwa gole, a następny mecz z Irlandią obejrzałem z trybun" - mówi napastnik.

Saganowski nie byłby nowicjuszem w reprezentacji. Dłuższym od niego stażem w kadrze może pochwalić się tylko Jacek Bąk. Utalentowany napastnik zadebiutował bowiem w meczu z Białorusią w 1996 roku w wieku zaledwie 18 lat. Wtedy jednak jego wyśmienicie zapowiadająca się kariera została zahamowana przez poważny wypadek motocyklowy.

Saganowski na razie jednak nie przeznacza zbyt dużo czasu na rozmyślania o reprezentacji, a koncentruje się na walce o awans do Premiership. "Przegraliśmy ostatnie dwa spotkania, ale wciąż mamy szanse na zajęcie szóstego miejsca gwarantującego uczestnictwo w play-offach. Szanse są tym większe, że czeka nas dość korzystny układ gier, a zespoły rywalizujące z nami będą się jeszcze biły między sobą i traciły punkty" - mówi piłkarz..

Polski napastnik ma szczególną motywację, by awansować do elity angielskich zespołów. Tylko bowiem w przypadku promocji znajdą się pieniądze na wykupienie go z Troyes. Francuski klub ustalił już cenę za Saganowskiego i wynosi ona milion funtów, co jest mniej więcej odpowiednikiem tych 1,6 miliona euro, które Troyes przeznaczył na Marka latem. "Nie ma co się dziwić" - mówi sam zainteresowany. "Futbol to biznes, więc Francuzi chcą teraz odzyskać te pieniądze, które we mnie zainwestowali. Southampton jednak nie będzie na mnie stać, jeżeli nie znajdziemy się w elicie. A nie ukrywam, że najchętniej zostałbym tutaj. Znam już kolegów, trenera, który wie, na co mnie stać, więc nie musiałbym po raz kolejny się aklimatyzować" - dodaje Polak.

W przypadku, gdyby ten plan się jednak nie powiódł, piłkarz nie powinien narzekać na brak propozycji. Już teraz odezwał się zagrożony degradacją Watford, w którym zresztą Saganowski był zimą na testach, ale nie spodobał się na tyle, by doszło do transferu. "Oficjalnej oferty nie otrzymałem" - odżegnuje się Marek. "Gdzieś tylko trener Watfordu powiedział, że bardzo bym się drużynie przydał. Tym samym przyznał się do błędu, bo przecież mógł mnie zimą mieć"- mówi Saganowski.

O innych propozycjach zawodnik nie chce mówić. "Na pewno jednak nie chce wracać do Francji, podoba mi się życie w Anglii, a przede wszystkim pasuje mi wyspiarski styl gry" - twierdzi. "W Southampton występuję jako jeden z dwóch napastników. Nie jestem jednak typowym egzekutorem, tylko cofam się do środkowej linii, schodzę na skrzydła i generalnie robię dużo wiatru" - dodaje ze śmiechem.

Mniej powodów do zadowolenia ma jednak Grzegorz Rasiak, który od kiedy do klubu przybył Saganowski (Rasiak zresztą był gorącym zwolennikiem tego transferu i lobbował za sprowadzeniem rodaka u trenera George'a Burleya), występuje zdecydowanie rzadziej. "To nie jest tak, że zabrałem Grzesiowi miejsce w składzie" - tłumaczy Saganowski. "Przecież Święci zawsze grają z dwójką z przodu, ja sobie wywalczyłem miejsce, ale tylko jedno" - kończy piłkarz.