Argumentacja przedstawicieli grupy skupiającej najsilniejsze (czytaj najbogatsze) kluby Europy - G14 - nie jest pozbawiona sensu. To w klubach zawodnicy zarabiają krocie, a w reprezentacjach grają głównie dla tak zużytych dziś pojęć jak sława, honor i duma. Wyjeżdżając na zgrupowania zespołów narodowych, całkowicie destabilizują pracę szkoleniowca klubowego, a chodzi tu nie o klubiki dostarczające jednego zawodnika do reprezentacji, ale o zespoły pokroju Chelsea czy Arsenalu.

Londyńskie kluby wysłały na zeszłoroczne mistrzostwa świata odpowiednio po 16 i 15 piłkarzy. Gdy zawodnik marnuje (z punktu widzenia G14) siły i czas, biegając w koszulce narodowej, klub przelewa na jego konto grube pieniądze. Dokładnie tak samo się dzieje, gdy piłkarze wyjeżdżają na długie i wyczerpujące turnieje, takie jak chociażby odbywający się co dwa lata w samym środku europejskiego sezonu Puchar Narodów Afryki.

Klubowych dyrektorów najbardziej denerwują sytuacje, gdy w meczu reprezentacji zawodnicy odnoszą poważne kontuzje wykluczające ich na długi czas z gry w lidze i pucharach. Nie dość, że klub traci pracownika, któremu musi płacić, to jeszcze musi zapewnić mu bardzo kosztowne leczenie. Ostatnio głośno zrobiło się o konflikcie między Newcastle United a angielską federacją. Poszło o Michaela Owena, który właśnie wraca do zdrowia po bardzo groźnej kontuzji, której nabawił się, gdy reprezentował Anglię w ubiegłorocznych mistrzostwach świata.

Co ciekawe, Newcastle bardzo naciskało na ówczesnego selekcjonera reprezentacji Anglii, Svena Görana Erikssona, by ten nie powoływał Owena, gdyż napastnik dopiero co wyleczył poprzednią kontuzję. Szwed nie posłuchał, włączył piłkarza do kadry i oczywiście stało się najgorsze. Po czterech minutach grupowego meczu ze Szwecją Michael zerwał więzadła w kolanie.

W tym sezonie Owen jeszcze ani razu nie wybiegł na murawę w koszulce Newcastle. Od lata 2005 roku, kiedy to przeniósł się z Realu Madryt na St James Park, wystąpił tylko w 11 meczach. Tymczasem klub przelewa mu co tydzień na konto 103 tysiące funtów. Samo leczenie napastnika kosztowało kolejne 150 tysięcy.

Dlatego stanowisko Newcastle jest jasne. Klub nie pozwoli zawodnikowi grać w reprezentacji, dopóki nie dostanie satysfakcjonującego odszkodowania i zwrotu kosztów leczenia. Przypadek Owena nie jest odosobniony. Belgijski klub Charleroi pozwał FIFA do sądu po tym, jak w trakcie meczu Maroko ? Burkina Faso w listopadzie 2004 roku kontuzji doznał Abdelmajid Oulmers. Zawodnik leczył się przez osiem miesięcy, a prawnicy Charleroi twierdzą, że jego nieobecność uniemożliwiła
klubowi zdobycie mistrzostwa Belgii i co za tym idzie - zarobienie dużych pieniędzy.

W sprawę zaangażowała się G14, która już od dawna domaga się odszkodowań za udział piłkarzy w meczach reprezentacji. Niedawno do sądu pozwał francuską federację Olympiquye Lyon, którego zawodnik Eric Abidal doznał urazu w trakcie jednego z towarzyskich meczów kadry. W Newcastle mają pewność, że wygrają sprawę, podobnie zresztą jak w Charleroi.

Czy zapowiada to kolejną rewolucję w europejskiej piłce? Prawdopodobnie tak. Federacji wielu krajów (np. polskiej) zwyczajnie nie będzie stać na płacenie za wypożyczanie zawodników z klubów. Tak mocne zaangażowanie G14 w sprawę świadczy też o tym, że milionerzy przechodzą od słów do czynów i zamierzają przejąć kontrolę nad europejskim futbolem. Gdy ich wpływy w UEFA wzrosną, będzie już tylko krok do utworzenia Super Ligi.

Nadzieja w kibicach, którzy nie będą chcieli po raz trzydziesty oglądać, jak Real walczy z Bayernem czy Valencia z Interem. Taki mecz nigdy nie zastąpi tego, co widzowie lubią najbardziej, czyli meczów międzypaństwowych. To spotkania Niemiec z Holandią, Brazylii z Argentyną czy Polski z Rosją budzą największe namiętności. Może bogacze to zrozumieją?