Jest pan jednym z nielicznych polskich piłkarzy, którzy od lat nie mają żadnych problemów w zagranicznych klubach. Beveren, Exelsior Mouscron, Anderlecht Bruksela, Olimpiakos Pireus. Lata mijają a pan wciąż idzie w górę...
Przyznaję, że nieźle mi się wiedzie, a przecież ani nie jestem już najmłodszym zawodnikiem ani najlepszym. W ubiegłym roku podpisałem bardzo dobry kontrakt z Olympiakosem. Przeniosłem się do naprawdę fajnego, ciepłego kraju i do wielkiego klubu. Gram z Rivaldo, Djordjevicem, Nikopolidisem. Występowaliśmy w Lidze Mistrzów, w następnym sezonie znów będziemy. Zdobyłem uznanie kibiców i dobrą pozycję w zespole. Mistrzostwo zapewniliśmy sobie w dniu moich 31 urodzin. Rodzinka mi się powiększyła. No szczęśliwy jestem, nie ma co ukrywać.

Zaszalał pan w niedzielny wieczór?
Wielka feta szykowana jest na ostatni mecz za dwa tygodnie. Będziemy wiwatować i pozdrawiać kibiców w balkonu ratusza w Pireusie. Ale w niedzielę i tak było gorąco. Kibice całą noc bawili się na ulicach miasta. Ja wymknąłem się szybko do domu. Wiedziałem, że muszę rano wstać. W nagrodę trener dał nam trzy dni wolnego. Zabrałem więc rodzinę i właśnie wylądowaliśmy na Rodos. To tylko 45 minut lotu z Aten i jest pięknie. Od rana usiłowałem się dodzwonić do mojego przyjaciela Artura Boruca, który tego samego dnia zdobył mistrzostwo z Celtikiem Glasgow. Żeby sobie pogadać jak mistrzuniu z mistrzuniem. Dopiero przed chwilą mi się udało. Ale specjalnie się nie nagadaliśmy. Jakoś mało rozmowny był i dziwnie zachrypnięty (śmiech).

Pochwalił się także swoim bohaterskim wyczynem, kiedy w parku w Glasgow obronił przed napaścią polskie małżeństwo?
Właśnie chciałem o to zapytać, bo czytałem o tym w internecie. Ładnie się Artur zachował, to było bardzo w jego stylu. Ale szczegółów jeszcze nie znam.

Liga grecka jest mocniejsza od belgijskiej?
Nie oszukujmy się, obie należą w Europie do tych średnich. Najlepszym tego dowodem są wyniki w Lidze Mistrzów. Greckie i belgijskie zespoły grają w niej systematycznie, ale odpadają dość szybko. Ale skoku jeśli chodzi o rozwój piłkarski mimo wszystko dokonałem. Olympiakos to jest zdecydowanie większy klub od Anderlechtu i cały czas ma ogromne plany. Gram z grupą bardzo dobrych zawodników i cały czas mogę się czegoś nauczyć.

Od Rivaldo?
Pewnie. Nigdy nie będę co prawda takim piłkarzem jak on, ale mogę np. podpatrzeć jak wykonuje rzuty wolne. Bo tak się składa, że właśnie Brazylijczyk i ja jesteśmy wyznaczeni do ich wykonywania.

Gola jednak w Grecji jeszcze pan nie strzelił. Już nie gra pan tak ofensywnie jak dawniej?
Kilka razy byłem bliski zdobycia bramki, ale na razie jakoś się nie udało. Jako obrońca mam przede wszystkim uważać na ataki rywali. Ale w dalszym ciągu podłączam się do akcji ofensywnych. Nie jest ze mnie jeszcze taki dziadek.

Kto ma was wzmocnić latem?
Oj, pytanie, kto nas nie wzmocni... W gazetach aż roi się od wypowiedzi prezydenta, który zapowiada kolejne wielkie nazwiska. Listę otwiera Roberto Carlos z Realu Madryt, dalej jest Pizarro z Bayernu, Milito z Saragossy. Ale jak to bywa w Grecji, pewnie o wszystkim dowiemy się za pięć dwunasta tuż przed rozpoczęciem nowego sezonu.

Do kiedy ma pan ważny kontrakt?
Jeszcze na następny sezon. Nawet przez myśl mi jednak nie przeszło aby stąd odchodzić. Grecja jest fantastyczna.

Czyli nie wróci pan na koniec kariery do Polski, wzorem Świerczewskiego, Hajty, Kłosa?
Tego nie powiedziałem. Teraz noszę głowę wysoko, ale kilka słabszych meczów i karta może się odwrócić. A tu w Grecji sytuacja piłkarzy zmienia się, jak w kalejdoskopie. Wiem skąd jestem. Prawdę mówiąc chciałbym kiedyś wrócić do Warszawy i trochę pograć w polskiej lidze. Ale jeszcze nie teraz.

Mówi pan po grecku?
Dużo już rozumiem, ale że mówię to nie mogę powiedzieć. W dalszym ciągu podpieram się francuskim i angielskim. Ale chciałbym mówić i po grecku. Człowiek całe życie powinien się czegoś uczyć.

Jak mistrzowie Europy – Grecy skomentowali fakt przyznania nam przez UEFA organizacji Euro 2012?
Sporo dziennikarzy w Grecji pytało mnie o to wydarzenie. Wyglądali na zaskoczonych. Tutaj wszyscy uważali, że na sto procent mistrzostwa dostaną Włosi. Tłumaczyłem im, że dla Polski to nie tylko szansa sportowa, ale przede wszystkim cywilizacyjna. Koledzy z drużyny żartowali kiedy Platini wyciągnął z kopertę kartkę z napisem Polska i Ukraina. Stwierdzili, że wybrał sobie właśnie te kraje, bo wie, że tam są najpiękniejsze kobiety w Europie.