Dla młodego piłkarza był to cios. Myśli Pawła cały czas krążyły wokół ciężko chorego taty, który po operacji wszczepienia by-passów długo nie mógł się wybudzić.

Mimo trudnej sytuacji piłkarz zachowywał się jak profesjonalista - wychodził na boisko i starał się zrobić wszystko, aby pomóc Wiśle. Jednak w kolejnych spotkaniach zawodził. "Po prostu nie udaje mi się. Nie mogę się skoncentrować" - tłumaczył się smutnym głosem.

Ojciec dla Pawła i jego brata bliźniaka Piotra jest ważną postacią. To przecież on był ich pierwszym trenerem, a później największym kibicem. Silna więź między tatą a synami nie wygasła nawet wtedy, kiedy obaj chłopcy już w wieku 16 lat opuścili dom rodzinny. Gdy tylko mieli trochę wolnego, wsiadali w pociąg i pędzili do Kielc, skąd pochodzą.

Koszmar w rodzinie Brożków trwał dwa tygodnie. Dopiero w połowie kwietnia bracia odetchnęli z ulgą. Po spotkaniu z Pogonią ze szpitala dotarła do nich wieść, że z tatą jest już wszystko w porządku. Teraz obaj wyraźnie odzyskują wigor, a Paweł wierzy w to, że wkrótce znów zacznie strzelać gole. Do siatki rywali nie trafił od blisko dwóch miesięcy.

"Potrzebny mi jest gol i się odblokuję. Nieważne jak, byleby tylko wepchnąć piłkę do bramki" - mówi "Brozio". Okazję do tego będzie miał już dziś w spotkaniu z Legią Warszawa. W dwóch ostatnich meczach z warszawianami strzelił dwa gole.