"Forma wreszcie i o mnie zahaczyła. Często zostaję po treningach i ćwiczę strzały, ale przed Wisłą zrezygnowałem z tego. Jadę normalnym grafikiem, a trafienia zostawiłem sobie na mecz. Już czuję dreszczyk emocji" - zaciera ręce Włodarczyk.

"Włodar" gra w Legii, z kilkoma przerwami, od dziesięciu lat. I właśnie zaraz po przyjeździe napastnika do stolicy, w 1997 roku, Legia po raz ostatni wygrała w Krakowie, przy Reymonta. Włodarczyk był wtedy "małolatem" i zagrał... dwie minuty. To było tak dawno temu, że dziś mało kto w Warszawie pamięta to zwycięstwo.

"Znacznie lepiej pamiętam za to naszą wygraną 5:1, kiedy wiślacy szykowali się do świętowania mistrzostwa na Łazienkowskiej. Wtedy "Włodar" grał jak natchniony, strzelił trzy gole" - wspomina trener Legii Jacek Zieliński. Kibice Legii liczą na to, że historia się powtórzy i warszawski napastnik znów upokorzy wiślaków.

Od dnia objęcia przez "Zielka" funkcji pierwszego szkoleniowca oglądamy reaktywację Włodarczyka - pisze "Fakt". W ostatnich dwóch meczach warszawski piłkarz zdobył cztery bramki. "Trener pozwolił nam na luz na boisku i wreszcie gram na swojej ulubionej pozycji, klasycznego napastnika. Na boisku poruszamy się bardziej swobodnie i efekty od razu przyszły" - opisuje legionista.

"Włodar" zaczynał wiosnę na ławce rezerwowych, a kibice narzekali na niego, jak na nikogo innego. Dziś nikt nie wyobraża sobie ataku mistrzów Polski bez tego napastnika. "Takie jest życie piłkarza" - krótko komentuje zachowanie kibiców legionista. "Z kim chcę zagrać w ataku przeciwko Wiśle? Na pewno nie z Bartkiem Grzelakiem, któremu odnowiła się kontuzja. Dawid Janczyk ostatnio zbyt wiele nie występował, za to w świetnej formie jest Maciek Korzym. W naszym ostatnim spotkaniu dograł mi dwie świetne piłki i miał duży wkład w zwycięstwo" - ocenia "Włodar".

Zarówno Legia, jak i Wisła przypominają w tym sezonie zamroczonego boksera, który za wszelką cenę stara się utrzymać na nogach. Stawka dzisiejszego meczu jest jasna - przegrywający traci szansę na walkę o mistrzostwo. "Doskonale zdajemy sobie z tego sprawę. Po ostatnich trzech meczach z Wisłą mamy mieszane odczucia. Była porażka, remis i zwycięstwo. Wiem, że krakowianie w tym sezonie grają trochę słabiej, ale nie zapomnieliśmy, że to jest dobry zespół, który dodatkowo zmotywuje się na mecz z nami. Kto jednak myśli, że jedziemy do Krakowa murować bramkę, jest w błędzie. Jedziemy z nimi wygrać" - przekonuje Włodarczyk.