Na to, że Legia wróci do walki o mistrzostwo, nie liczyli chyba nawet najwięksi optymiści wśród warszawskich kibiców. Stołeczny zespół pod wodzą Dariusza Wdowczyka przegrywał mecz za meczem. Szczytem bezsilności była porażka warszawian w wyjazdowym spotkaniu z Górnikiem Zabrze. Kilka dni później cierpliwość klubowych włodarzy się skończyła. W przeddzień meczu z Arką Gdynia ogłosili, że "Wdowiec" nie jest już trenerem drużyny z Łazienkowskiej.

Przełom przyszedł dość niespodziewanie. Kiedy Wdowczyka zastąpił Jacek Zieliński, piłkarze nareszcie zaczęli grać na miarę oczekiwań. Odnieśli pewne zwycięstwa z Arką Gdynia, Wisłą Płock i Koroną Kielce. Wszystkie w stosunku 3:0, nie pozostawiając rywalom żadnych złudzeń. Skąd ta nagła przemiana? Piłkarze zgodnie twierdzą, że wiele dały im rozmowy z "Zielem". I nie narzekają, że nie prowadzi ich szkoleniowiec o wielkim i uznanym nazwisku.

Sytuacja w Krakowie jest nieco odmienna. Piłkarze Wisły od początku sezonu zawodzą. Bez względu na to, czy funkcję trenera w ich klubie pełni Dan Petrescu, Dragomir Okuka, czy Adam Nawałka. Kazimierz Moskal jest traktowany jako "trener tymczasowy". Ale były zawodnik krakowskiego klubu nie spędził jak na razie za wiele czasu z drużyną. Poprowadził zespół w zaledwie jednym spotkaniu i liczy, że jego podopieczni od meczu z Legią rozpoczną zwycięską passę.

Jeśli wiślacy, którzy w tym sezonie odnieśli aż 13 remisów, w spotkaniu z mistrzami Polski zdobędą komplet punktów, Moskal może zostać trenerem Wisły dłużej niż do końca sezonu. Tym bardziej że klub z Reymonta nie dogadał się z Janem Urbanem, który miał przejąć zespół po obecnym szkoleniowcu. Podobnie wygląda sytuacja Zielińskiego. Były reprezentant Polski dzięki ewentualnej wygranej w Krakowie będzie mógł spać spokojnie.