Szefowie madryckiego klubu chcieli przedłużyć z Beckhamem kontrakt, ale żądali obniżenia jego zarobków. Anglik dobrze zna jednak swoją wartość i nie chciał się na to zgodzić. Piłkarz zamiast grać w Realu, wolał wybrać bajeczny kontrakt z Los Angeles Galaxy, gdzie będzie grał od czerwca.

To rozwścieczyło prezesa klubu, Ramona Calderona, który w wywiadach obrażał piłkarza. Sugerował nawet, że Beckham tak kiepsko gra w piłkę, że powinien zająć się czymś innym - na przykład graniem w filmach.

Teraz Calderon i reszta sztabu Realu zmienili zdanie - żałują, że pozwolili odejść piłkarzowi. Predrag Mijatović, odpowiadający w klubie za transfery, nie ma wątpliwości, że to był błąd. "Chcieliśmy, żeby Beckham dalej grał dla Realu, ale to nasza wina, że odchodzi. Gdybyśmy spokojnie z nim porozmawiali, zostałby w Madrycie" - powiedział Mijatović.